CZĘŚĆ IV

Roz­dział dzie­wiąty

 

Wnę­trza we wnę­trzach

 

 

Wnę­trza we wnę­trzach?

De­ko­ra­cja wnę­trz wła­snym wnę­trzem…

Hm… brzmi groź­nie.

Nie, nie mam na my­śli ne­rek, płuc czy wą­troby na ścia­nie.

Wy­strój wnę­trz to tak modny ostat­nio te­mat, a ja chcę go po­ru­szyć od strony kre­owa­nia swo­jej SZCZĘŚLIWEJ prze­strzeni – domu z du­szą.

 

Pla­sti­kowe domy

Wszy­scy oglą­damy in­spi­ra­cje, ku­pu­jemy do­datki, prze­ra­biamy stare ele­menty na wzór obec­nie pre­zen­to­wa­nych na wszyst­kich wy­sta­wach, po­dą­żamy za tren­dami.

Na­sze domy i miesz­ka­nia za­czy­nają tra­cić du­szę.

Z do­mami jest po­dob­nie jak z ofia­rami za­bie­gów es­te­tycz­nych – wszyst­kie za­czy­nają wy­glą­dać tak samo i już nie wia­domo, kto jest kim. Utra­cone cha­rak­tery, emo­cje i uczu­cia, wcze­śniej wy­ra­żane po­przez twarz, po­wo­dują, że lu­dzie stają się pla­sti­kowi.

Tak samo jest z wnę­trzami na­szych do­mów, które stają się sztuczne i sza­blo­nowe.

I nie zro­zum­cie mnie źle – uwiel­biam piękne aran­ża­cje, uwiel­biam modne ko­lory, uwiel­biam naj­now­sze trendy w me­blar­stwie…

Chcę tylko przy­po­mnieć, aby przy tych wszyst­kich METAMORFOZACH nie za­po­mnieć o du­szy. Du­szy domu.

 

Co two­rzy dom z du­szą?

Kie­dyś po wej­ściu do miesz­kań i do­mów można było się przyj­rzeć fo­to­gra­fiom w ram­kach, ty­tu­łom ksią­żek, okład­kom płyt, fi­gur­kom z po­dróży – i już czło­wiek miał pe­wien ob­raz do­mow­nika. Dom był prze­peł­niony du­szą. Od­zwier­cie­dlał wła­ści­ciela. Był pe­łen emo­cji, pa­sji, wspo­mnień i uczuć.

Te­raz zdjęć jest co­raz mniej, a je­śli już są, to te, na któ­rych ład­nie wy­glą­damy.

Płyt jak na le­kar­stwo.

Książki cza­sem się jesz­cze tra­fiają, ale za­zwy­czaj są ukryte w sy­pialni czy ga­bi­ne­cie.

Fi­gurki z po­dróży – już nikt ich nie przy­wozi.

Na ścia­nach pre­zen­tują się piękne fo­to­gra­fie zna­nych ak­to­rów sta­rego kina, mimo że miesz­kańcy nie znają ty­tułu ani jed­nego filmu, w któ­rym ci ak­to­rzy za­grali.

W sa­lo­nach mo­żemy oglą­dać Nowy Jork czy Pa­ryż, mimo że do­mow­nicy ni­gdy tam nie byli. Ba, na­wet ta­kiego wy­jazdu jak do tej pory nie pla­no­wali.

Po­koje dzieci urzą­dzone w stylu ma­ry­ni­stycz­nym, mimo że dziecko ni­gdy nie było na ża­glówce… a w do­datku jego ro­dzice mają cho­robę mor­ską.

Skoro du­sza domu znika, co przed­sta­wiają na­sze domy te­raz?

Przed­sta­wiają na­sze upodo­ba­nia, nasz gust, na­sze po­czu­cie es­te­tyki w od­nie­sie­niu do ar­chi­tek­tury i wy­stroju – OK, z tym się zgo­dzę. To jest ka­wa­łek nas. Py­ta­nie, na ile praw­dziwy, a na ile pla­sti­kowy i wy­kre­owany przez me­dia. Ilu z nas zde­cy­duje się na fio­le­towe ściany, bo na­prawdę lubi ten ko­lor, mimo że był on modny na przy­kład dwa lata temu? Moda i trendy mogą być, tylko mu­szą wi­bro­wać tak samo jak na­sze wnę­trze lub jesz­cze le­piej. Pi­sząc „na­sze wnę­trze”, mam na my­śli to na­sze „ja”. Mu­szą być praw­dziwe.

Przed­sta­wiają nasz sta­tus ma­te­rialny. To, z ja­kich ma­te­ria­łów są wy­ko­nane me­ble, to, jaki sprzęt mamy, to, z ja­kich skle­pów po­cho­dzą do­datki – jest to na­sze wnę­trze na tyle, na ile to, co na po­kaz, po­krywa się z tym, co w nas.

Domy i wnę­trza po­ka­zują też nasz nie­do­sta­tek ma­te­rialny, co – jak wia­domo – wcale nie po­krywa się z więk­szo­ścią na­szych jakże bo­ga­tych du­chowo wnę­trz.

 

Co więc two­rzy praw­dziwą du­szę na­szych do­mów?

Du­szę domu two­rzy to, co jest w nas i co zo­stało uze­wnętrz­nione, zma­te­ria­li­zo­wane, przed­sta­wione po­przez ele­menty wy­stroju.

Mogą to być:

– fo­to­gra­fie i ob­razy z hi­sto­rią,

– wła­sno­ręcz­nie wy­ko­nane przed­mioty,

– ko­lory ma­jące kon­kretne zna­cze­nie lub wy­wo­łu­jące kon­kretne wspo­mnie­nia,

– na­pisy, które nie są tylko mod­nym slo­ga­nem, ale są zgodne z na­szymi praw­dzi­wymi po­glą­dami,

– ty­tuły, które bu­dzą na­sze emo­cje,

– pa­miątki o prze­róż­nej for­mie.

 

Wszystko to, przy czym mo­żemy się za­trzy­mać, od­dać sen­ty­men­tom, po­czuć, że jest w tym ka­wa­łek nas i na­szych bli­skich, i po­wie­dzieć coś wię­cej niż tylko: „Ku­pione w… Kosz­to­wało… Wy­ko­nane z… Ja­ko­ściowo…” – to su­che, nic nie­zna­czące frazy.

Po­winno być tak, że za­trzy­mu­jąc się przed ele­men­tem na­da­ją­cym prze­strzeni du­cha, można wręcz opo­wie­dzieć hi­sto­rię tego przed­miotu, która prze­plata się z hi­sto­rią z na­szego ży­cia i zwią­za­nymi z nią emo­cjami. Ele­ment ten staje się czę­ścią nas i na­szych po­tom­ków

To wła­śnie we­dług mnie two­rzy du­szę domu.

 

Po co nam na­sze wnę­trza we wnę­trzach?

– Po co nam to? – za­pyta ktoś. – Po to, żeby inni wi­dzieli, jaki je­stem?

– Domy, gdzie wi­dać wła­ści­ciela, mają tylko ar­ty­ści – doda ktoś inny.

Po pierw­sze: każdy jest ar­ty­stą, każdy jest kre­ato­rem. Kre­ato­rem wła­snej rze­czy­wi­sto­ści, wła­snego ży­cia, wła­snego szczę­ścia.

Po dru­gie: nasz dom to je­den z mniej­szych po­koi na­szego ate­lier. To, co tam two­rzymy, za­czyna two­rzyć więk­szy ob­raz. To, co w nas – to i na ze­wną­trz, ale jed­no­cze­śnie to, co na ze­wną­trz w za­leż­no­ści od tego, jak to po­strze­gamy, two­rzy to, co jest w nas.

Je­śli każ­dego dnia spę­dzasz czas w domu, wśród ko­lo­rów, przed­mio­tów, ob­ra­zów, lu­dzi, któ­rzy nie wy­wo­łują w To­bie po­zy­tyw­nych emo­cji, a wręcz bu­dzą złe sa­mo­po­czu­cie lub są Ci obo­jętne – bę­dziesz sam ema­no­wał ta­kimi emo­cjami.

Je­śli na­to­miast oto­czysz się ele­men­tami ema­nu­ją­cymi po­zy­tywną ener­gią, bę­dziesz się nią ła­do­wał – jak pod­łą­czony do naj­lep­szej ła­do­warki szczę­ścia. Tak na­ła­do­wany mo­żesz się dzie­lić swoją ener­gią, a w za­mian otrzy­masz to samo.

I naj­waż­niej­sze: nie wszystko mu­sisz wy­ko­nać sam, aby była w tym Twoja ener­gia. Wiele rze­czy można też ku­pić, za­mó­wić, skom­ple­to­wać. Praca nad wy­szu­ka­niem tego, co w nas, jest dla mnie w tym przy­padku naj­lep­szym hand­made ever.

 

Nie będę się za­głę­biała w te­mat wy­miany po­zy­tyw­nej ener­gii, bo nie o tym jest ten tekst, ale krótko pod­su­mo­wu­jąc: pla­sti­kowe domy za­zwy­czaj ła­dują nas py­chą, dumą bez sa­tys­fak­cji, nie­do­sko­na­ło­ścią, nie­speł­nie­niem, ma­ra­zmem, sa­mot­no­ścią, tę­sk­notą, smut­kiem, bra­kiem wła­snej war­to­ści lub sztucz­nie stwo­rzoną wyż­szo­ścią, ni­co­ścią, ni­ja­ko­ścią, pustką i tak da­lej.

Aby wy­jąć, trzeba wło­żyć.

A to, co wło­żysz, wyj­miesz.

Włóż więc w swój dom po­zy­tyw­nego du­cha.

Wy­strój swoje wnę­trza naj­pięk­niej­szą czę­ścią sie­bie. Prze­by­wa­jąc wśród rze­czy z po­zy­tyw­nym du­chem, otrzy­masz po­czu­cie ra­do­ści, mi­ło­ści, bez­pie­czeń­stwa, spo­koju, sa­tys­fak­cji, mi­ło­ści, za­trzy­ma­nia czasu, re­flek­sji – czyż nie tak opi­sy­wa­łam kie­dyś puz­zle szczę­ścia?

I wła­śnie to coś po raz ko­lejny jest poza zdol­no­ścią fi­nan­sową, jest do zdo­by­cia dla każ­dego, jest nie­za­leżne od wieku…

Czy te­raz już wie­cie, co ro­zu­miem po­przez na­sze wnę­trza w na­szych wnę­trzach?

Przejdź­cie się więc po swo­ich do­mach i sprawdź­cie, czy nie bra­kuje w nich cze­goś wy­jąt­ko­wego. Czy przy­pad­kiem nie ma cze­goś, czego nie po­winno być? I ubierz­cie swoje domy w swoje du­sze, a każdy, kto do Was przyj­dzie, za­miast mó­wić: „Jaki ładny dom”, z pew­no­ścią po­wie: „Ale tu się do­brze czuję”.