Część I

Roz­dział trzy­na­sty

  

Szklanka do po­łowy pełna – nie za­wsze

 

 

Po­zy­tywne my­śle­nie

Tak, je­stem opty­mistką.

Tak, we wszyst­kim do­szu­kuję się po­zy­ty­wów.

Tak, sta­ram się od­su­wać od sie­bie czarne my­śli.

Tak, wie­rzę, że je­śli sku­pimy się na tym, co do­bre, przy­cią­gniemy jesz­cze wię­cej do­bra.

Tak, wie­rzę, że na­wet jedna kro­pelka w wiel­kiej szklance po­wo­duje, że szklanka nie jest pu­sta.

 

Różne per­spek­tywy

Pierw­sze za­da­nie przy czer­pa­niu ra­do­ści na­wet ze złych do­świad­czeń to umie­jęt­ność do­strze­ga­nia za­war­to­ści szklanki, czyli po­zy­ty­wów po­zor­nie złego do­świad­cze­nia. Przy zmia­nie per­spek­tywy szklanka wyda nam się jesz­cze bar­dziej pełna lub jesz­cze bar­dziej pu­sta. Wszystko za­leży od tego, jak bę­dziemy na nią spo­glą­dać. Od nas za­leży, co zo­ba­czymy. Czy zo­ba­czymy cy­trynę, która jest kwa­śna, czy cy­trynę, która orzeź­wia. Tyle mą­drych pu­bli­ka­cji do­ty­czą­cych per­spek­tywy po­strze­ga­nia przez nas świata jest w sieci, że nie chcę się tu­taj po­wta­rzać. Sama na­pi­sa­łam kie­dyś tekst Mój świat sta­nął na gło­wie. Był to pierw­szy tekst, który po­wstał – znaj­dzie­cie go na sa­mym po­czątku.

 

Co jed­nak wtedy, gdy nasz świat nie wy­wraca się do góry no­gami, ale roz­pada się na ka­wa­łeczki, któ­rych nie da się po­zbie­rać?

Co je­śli nie ma­ni­pu­lu­jemy za­war­to­ścią szklanki, bo nie ma już czym ma­ni­pu­lo­wać?

Co je­śli szklanka znika z całą jej za­war­to­ścią?

 

W ob­li­czu tra­ge­dii

Nie ma już szklanki do po­łowy pu­stej ani do po­łowy peł­nej.

Nie ma już szklanki.

Nie ma wo­bec czego zmie­niać per­spek­tywy, bo nie ma już ni­czego.

Co po­wie­dzieć matce, która musi się przy­go­to­wać do po­grzebu swo­jego dru­giego dziecka?

Czy można jej ka­zać do­szu­ki­wać się po­zy­ty­wów sy­tu­acji?

Czy można jej po­wie­dzieć, że to tylko tak źle wy­gląda?

Czy można jej po­wie­dzieć, że ta sy­tu­acja ma drugą stronę me­dalu?

 

W ob­li­czu tra­ge­dii, która jest dla nas nie­zro­zu­miała, nie­spra­wie­dliwa, wbrew ja­kiej­kol­wiek lo­gice, po­nad na­sze siły, nie ma miej­sca na lo­giczne my­śle­nie. Nie ma miej­sca na po­zy­tywne my­śle­nie. Nie ma miej­sca na ja­kie­kol­wiek my­śle­nie. Jest tylko ból. Są tylko uczu­cia.

 

Ży­cie po­sta­wiło mnie w kon­fron­ta­cji z cier­pie­niem matki po stra­cie dziecka. Była to dla mnie wielka lek­cja i już wiem, że aby wal­czyć z ne­ga­tyw­nym uczu­ciem, można po­słu­żyć się tylko i wy­łącz­nie uczu­ciem po­zy­tyw­nym. Nie ma miej­sca na słowa wy­tłu­ma­cze­nia, ale jest miej­sce na roz­bu­dze­nie wdzięcz­no­ści i za­ufa­nia. Jest miej­sce na wiarę. Na wiarę w sens tego wszyst­kiego, na­wet je­śli go nie wi­dzimy. Gdy­by­śmy pró­bo­wali lo­gicz­nie ten sens wy­tłu­ma­czyć, nie bę­dziemy w sta­nie ukoić cier­pie­nia. Za­wsze po­jawi się ko­lejne „dla­czego?” i „po co?”. Kie­ru­jąc jed­nak my­śli na samo od­czu­wa­nie, a nie na zro­zu­mie­nie, ten ból można odro­binę zła­go­dzić. Wdzięcz­ność za wszystko, co było, i za­ufa­nie, że jest ja­kiś sens. Nie do­szu­ki­wa­nie się go, tylko za­ufa­nie, że jest.

Trzeba uwie­rzyć, że szklanka, któ­rej już nie ma, była w sło­iku. Słoik w akwa­rium. Akwa­rium w ba­se­nie. Ba­sen w je­zio­rze i tak da­lej…

Po­trzeba tylko czasu, aby od­na­leźć sie­bie w no­wej prze­strzeni i za­uwa­żyć, że w tym no­wym śro­do­wi­sku też jest pół na pół.

Trzeba na­uczyć się żyć na nowo w ocze­ki­wa­niu na na­stępne, inne, z pew­no­ścią bar­dzo ważne ju­tro.

Tak samo jak nie spo­dzie­wa­li­śmy się tra­ge­dii, tak samo nie spo­dzie­wamy się tego, co jesz­cze waż­nego w ży­ciu nas czeka.

 

Wdzięcz­ność, za­ufa­nie, cier­pli­wość – to po­może zbu­do­wać siłę.