CZĘŚĆ III

Roz­dział drugi

 

Serce na czte­rech ła­pach

 

 

W końcu. Co­raz bli­żej. Na­dal nie mam umie­jęt­no­ści, ale po­ja­wiły się per­spek­tywy. I nie prze­ga­pi­łam ich. Wresz­cie mam swój pierw­szy apa­rat fo­to­gra­ficzny. A któż byłby lep­szym mo­de­lem na pierw­sze próby niż pies?

 

Nie bę­dzie wo­łał:

– nie z tego pro­filu,

– nie je­stem ucze­sany,

– do­bra, kończ już,

– zimno,

– go­rąco,

– ale brzydko wy­sze­dłem,

– ucię­łaś mi łapy,

– nie taki ko­lor sier­ści mam w na­tu­rze.

 

Ma­jąc jego zgodę na wszystko i pełną ak­cep­ta­cję dla mo­ich drżą­cych pal­ców na spu­ście mi­gawki, za­czę­łam ro­bić mu zdję­cia. I kiedy tak pstry­ka­łam mego psa i ob­ser­wo­wa­łam go w wą­skim ka­drze, na­szła mnie re­flek­sja…

 

Ni­czego od Cie­bie nie chce.

Ni­czego nie ocze­kuje.

Nie oce­nia ani nie kry­ty­kuje.

Jest z Tobą w złe dni, piękne po­ranki i smutne wie­czory.

Nie czeka na wy­tłu­ma­cze­nie.

Nie chce prze­pro­sin.

Z po­korą przyj­muje tę­sk­notę i głód.

Nie pa­trzy z za­zdro­ścią na budę są­siada.

Modna ob­roża nie ma zna­cze­nia, tak samo jak ko­lor koca.

Daty nie mają sensu.

Czas li­czy w chwi­lach spę­dzo­nych z Tobą.

Wy­star­czy, że je­steś.

Że je­steś bli­sko.

Na­wet nie mu­sisz ko­chać.

Jemu wy­star­czy, że przyj­miesz jego mi­łość.

Mi­łość bez­wa­run­kową.

Wy­ra­żoną oczami peł­nymi uf­no­ści i ogo­nem peł­nym ra­do­ści.

Nikt nie umie tak ko­chać jak pies. Praw­dzi­wie…