Część I

Roz­dział dwu­na­sty

  

Po­wrót do Prze­szło­ści

 

 

W więk­szo­ści swo­ich po­stów ja­kie znaj­dują się na tym Blogu pi­szę o tym, że pre­fe­ruję  kon­cen­tro­wa­nie się na TU i TERAZ a prze­szłość i przy­szłość sta­ram się zo­sta­wić w spo­koju. Sta­ram nie mar­twić się nimi nie­po­trzeb­nie . Dzi­siaj jed­nak, skon­cen­truję się na prze­szło­ści. Dla­czego ?

A to dla­tego, że sama do mnie przy­szła. Wy­daje mi się, że nie pro­szona . Skoro jed­nak przy­szła i uka­zała się w tak sze­ro­kim świe­tle, po­sta­no­wi­łam się nią z Wami — mo­imi czy­tel­ni­kami po­dzie­lić.

Wielkanocą podobno zdarzają się cuda.

Mój mąż dwa czy trzy ty­go­dnie przed Wiel­ka­nocą zgu­bił swoją ulu­bioną spinkę do ko­szul. Spinkę, którą do­stał dawno temu ode mnie i na któ­rej od­wro­cie wid­niało wy­gra­we­ro­wane słowo HERO. Prze­szu­kał wszyst­kie torby (zgu­bił ją w po­dróży) i nie zna­lazł. No cóż, z da­rza się. Szkoda tylko, że to ta z gra­we­rem.

Kiedy już po­go­dzi­li­śmy się ze stratą, nie­spo­dzie­wa­nie w tor­bie, którą spraw­dzał razy pięć­dzie­siąt , w wielki pią­tek bły­snęła mu zguba. Ale była ra­dość 🙂 No zgu­biło się i zna­la­zło. Cud ża­den 🙂

Przy­szła Wiel­ka­noc. Po­szli­śmy na spa­cer po­dob­nie jak wielu z Was. Uda­li­śmy się do po­bli­skiego la­sku gdzie cho­dzimy re­gu­lar­nie. La­sek tak jak i na­sza miej­sco­wość po­ło­żone są tuż przy  gra­nicy pol­sko-nie­miec­kiej. Te­reny te, po­dob­nie jak Szcze­cin, na­le­żały kie­dyś do Nie­miec o czym z pew­no­ścią każdy z Was wie. W ziemi , w nie­za­bu­do­wa­nych re­gio­nach wciąż jesz­cze tkwi mnó­stwo skar­bów z cza­sów przed­wo­jen­nych.

Kiedy więc mąż kop­nął nogą ka­wa­łek me­talu przy­po­mi­na­ją­cego kap­sel, a po pod­nie­sie­niu  oka­zał się on gu­zi­kiem z na­pi­sem w ję­zyku nie­miec­kim, nie było wiel­kiego zdzi­wie­nia. Brudny stary gu­zik z nie­czy­tel­nym na­pi­sem.

W domu jed­nak do­czy­ści­li­śmy to małe cu­deńko, od­pa­li­li­śmy kom­pu­ter i wow .….  KAISERLICHE MARINE

20160328 (2) 20160328 (3)

Ka­iser­li­che Ma­rine Ce­sar­ska Ma­ry­narka Wo­jenna (Dru­giej Rze­szy Nie­miec­kiej)

Ma­ry­narkę po­wo­łano w roku 1871 roku i ist­niała do końca Pierw­szej Wojny Świa­to­wej czyli roku 1919.

Można po­czy­tać so­bie o tym Wi­ki­pe­dii.

Ozna­cza to, że zna­le­ziony przez nas gu­zik ma mi­ni­mum 97 lat.

Nie wiemy jak się zna­lazł w miej­scu gdzie go zna­leź­li­śmy. Wie­czo­rem stwo­rzy­li­śmy mi­lion moż­li­wo­ści po­cząw­szy od prze­cho­dzą­cego tędy ma­ry­na­rza, który zmie­rzał z portu do domu, aż do tego, że ja­kiś rol­nik zgu­bił go wy­rzu­ca­jąc śmieci z obory 🙂

Mimo żar­tów i po­bu­dza­nia wy­obraźni gu­zik po­siada w so­bie ener­gię, która nie po­zwa­lała nam prze­stać szu­kać.

I to czego do­wie­dzie­li­śmy się prze­glą­da­jąc in­for­ma­cje wzbu­dziło dużo emo­cji.

Po­zna­li­śmy ka­wa­łek hi­sto­rii. Bar­dzo waż­nej hi­sto­rii o któ­rej nie mię­li­śmy zie­lo­nego po­ję­cia.

Do­wie­dzie­li­śmy się ile wspa­nia­łych stat­ków  bu­do­wano w na­szej szcze­ciń­skiej stoczni. Jed­nostki SMS Stet­tin czy SMS Pom­mern mo­że­cie po­oglą­dać w in­ter­ne­cie.

Naj­bar­dziej jed­nak po­ru­sza­jącą in­for­ma­cją było, że wła­śnie ta druga z nich czyli SMS Pom­mern, pod­czas bi­twy ju­tlandz­kiej,  po­szedł na dno z całą za­łogą li­czącą 844 osoby. Bi­twa ta była naj­więk­szą bi­twą mor­ską I Wojny Świa­to­wej. W bi­twie zgi­nęło łącz­nie 8500 lu­dzi. Za­to­nęło 14 Bry­tyj­skich i 11 Nie­miec­kich jed­no­stek. Wy­obra­ża­cie so­bie, że w ciągu jed­nej nocy gi­nie 8500 lu­dzi. I wie­cie co mnie naj­bar­dziej zmro­ziło ?

To, że bi­twa ta od­była się 31 maja czyli w dzień mo­ich uro­dzin 1916 roku czyli 100 lat temu.

100 lat temu w moje uro­dziny na Mo­rzu Pół­noc­nym gi­nie 8500 lu­dzi w naj­więk­szej bi­twie mor­skiej I Wojny świa­to­wej . Z czego 844 gi­nie na szcze­ciń­skim pan­cer­niku SMS POMMERN a my znaj­du­jemy gu­zik za­wie­ra­jący całą tą hi­sto­rię w so­bie w dzień Wiel­ka­nocny. Przy czym 2 dni wcze­śniej od­naj­du­jemy za­gu­bioną spinkę z gra­we­rem Hero.  O za­gu­bio­nej i od­na­le­zio­nej kar­cie kre­dy­to­wej , któ­rej dane wska­zują na współ­rzędne geo­gra­ficzne portu Wil­helm­sha­ven skąd jed­nostki wy­pły­nęły już nie wspo­mnę bo po­my­śli­cie, że je­stem nie­nor­malna.

W Wiel­ka­noc cuda się zda­rzają !!!

bitwa_jutlandzka

Nie po­zo­staje nic in­nego jak za­pa­lić świeczkę . Ko­lejną za­palę pew­nie 31 maja w setną rocz­nicę tego wy­da­rze­nia.

Może cho­dzi o to aby po­my­śleć o tych mło­dych chłop­cach w wieku mo­jego syna , któ­rzy byli tam i wal­czyli pew­nie nie do końca na­wet wie­dząc o co. I nie ważne po któ­rej stro­nie wal­czyli bo byli czy­imiś sy­nami, braćmi, mę­żami. Zgi­nęli za swój kraj. Są bo­ha­te­rami w swo­jej Oj­czyź­nie.

I pew­nie wielu z nich  tam­tej nocy bar­dzo się bało.

Po­niż­sza fo­to­gra­fia zo­stała wy­ko­nana 2 ty­go­dnie przed bi­twą . Chłopcy na zdję­ciu to część za­łogi SMS Pom­mern. Cie­kawe czy któ­ryś z nich nie wszedł wtedy na po­kład. Bo je­śli wszedł to na 100 % już z niego nie zszedł .

8663248375_4a5986950a_k

A może je­den z nich to Du­dey Karl , który miesz­kał w Pas­se­walku i zo­stał na Mo­rzu Pół­noc­nym na wiecz­ność. Może to on zgu­bił ten gu­zik :). Tego się ni­gdy nie do­wiemy. Wła­ści­ciel gu­zika po­zo­sta­nie ta­jem­nicą na za­wsze tak jak i te­raz ta bi­twa bę­dzie na za­wsze w na­szych gło­wach.

Taka Ci Ma­gia Wiel­ka­nocy.