CZĘŚĆ IV

Roz­dział pierw­szy

 

Pięć­dzie­siąt twa­rzy jej

 

 

 

Kiedy już uchy­lisz luf­cik dla swo­jej du­szy, za­czną przez niego prze­ni­kać ka­wałki Two­jego praw­dzi­wego „ja”. Będą jak pyłki w ete­rze. Na mo­ment mi­gną Ci przed oczami, by znów znik­nąć w cie­niu po­staci, którą two­rzy­łeś przez te wszyst­kie lata. Bę­dzie ich co­raz wię­cej i wię­cej – i za­czniesz je roz­po­zna­wać. Jedne przy­będą aż z cza­sów dzie­ciń­stwa, inne z półki „pa­sje” lub „ma­rze­nia” w ar­chi­wum wspo­mnień, o któ­rym pi­szę w tek­ście Mój świat sta­nął na gło­wie, a jesz­cze inne nie wia­domo skąd. Nie­które zu­peł­nie Cię za­sko­czą, inne zmar­twią. Po­zwól so­bie je po­czuć i sprawdź, do czego są pre­lu­dium.

 

Ta­kim pył­kiem mej praw­dzi­wej du­szy była fo­to­gra­fia. Czuję go gdzieś od za­wsze, ale ni­gdy nie udało mi się go zła­pać. Za­wsze za­chwy­ca­łam się ob­ra­zami prze­peł­nio­nymi emo­cjami i tre­ścią. Ob­ra­zami prze­ma­wia­ją­cymi. Ta­kimi, nad któ­rymi czło­wiek za­trzy­my­wał się na dłu­żej i które stu­dio­wał mi­li­metr po mi­li­me­trze, a po­tem wni­kał w ich głąb.

 

W swoim ży­ciu trzy razy sta­nę­łam przed obiek­ty­wem. Raz z po­wodu kom­plek­sów – my­śla­łam, że skoro sama nie wi­dzę w so­bie ni­czego war­to­ścio­wego, to może fo­to­graf to uwy­datni (kre­tynka). Drugi raz przed ko­le­żanką, która uczyła się fo­to­gra­fii, a ostatni raz pod­czas se­sji ro­dzin­nej. Mu­szę przy­znać, że mo­de­lo­wa­nie jest ma­sa­krycz­nie trudne, nudne i nie dla mnie.

 

Skoro więc oglą­da­nie to za mało, a po­zo­wa­nie ni­gdy nie wcho­dziło w grę, to może po­win­nam za­cząć pstry­kać? Po raz ko­lejny po­czu­łam po­wiew idei w swo­jej gło­wie i po raz pierw­szy zła­pa­łam za apa­rat.

I już wiem, że chcę, że to uwiel­biam, że to ta strona obiek­tywu, po któ­rej chcia­ła­bym stać. Nie­stety moja wie­dza, umie­jęt­no­ści i moż­li­wo­ści nie po­zwa­lają mi jesz­cze na speł­nie­nie tego ma­rze­nia, ale z pew­no­ścią nie od­pusz­czę tej strony sie­bie i będę ją ob­ser­wo­wać.

 

Co mnie w tym tak po­ciąga? To, co wi­dzę, pa­trząc pra­wie jak przez dziurkę od klu­cza, i do ja­kich re­flek­sji wi­dziany ob­raz mnie po­bu­dza.

 

Pięć­dzie­siąt twa­rzy jej

Gdy sta­nęła przede mną, zo­ba­czy­łam piękne oczy, piękne włosy i piękne usta. Piękna dziew­czyna.

Gdy obiek­tyw prze­gro­dził nam drogę, po­ka­zała tak różne wer­sje sie­bie, że nie mo­głam prze­stać pstry­kać. Nie­ważne, że mia­łam się uczyć, jak usta­wić świa­tło. Ja chcia­łam tylko ro­bić: pstryk, pstryk, pstryk.

Nie cho­dzi o to, że jest tak ładną istotą, ale o to, ile ma wy­razu.

Pięć­dzie­siąt twa­rzy jej, sfo­to­gra­fo­wać można było w pierw­szych pięt­na­stu mi­nu­tach.

Na­szła mnie myśl, że każdy z nas ma te ma­ski pod ręką. Ego po­daje je nam jak szat­niarz. Dziś dla pani ro­man­tyczna, a dla pani zwa­rio­wana. Pan do­staje ma­skę nie­do­rajdy, a ktoś inny — wszyst­ko­wie­dzą­cego mą­drali. Do­stępne są też ma­ski „dzielny mę­czen­nik” i „nie­po­radny mi­siek”. A my tak chęt­nie je przy­bie­ramy w za­leż­no­ści od tego, kto nas ogląda.

Ro­bimy to nie­świa­do­mie, jak ka­me­leon zmie­nia barwy. Dla bez­pie­czeń­stwa lub ko­rzy­ści przy­bie­ramy od­cień oto­cze­nia.

A za tymi ma­skami je­ste­śmy my – praw­dziwi.

 

Nie pi­szę tego, aby na­mó­wić Was do na­tych­mia­sto­wego zrzu­ce­nia okryć i krzy­cze­nia na cały głos: „TO JA!!! JA PRAWDZIWY!!!”.

Je­dy­nie przy­po­mi­nam, że pa­trząc na in­nych, mamy pa­mię­tać, że tam, za ich aku­rat­nym ob­li­czem, są du­sze, oso­bo­wo­ści, hi­sto­rie oraz my­śli i za­nim wy­ro­bimy so­bie na te­mat ko­goś zda­nie, po­win­ni­śmy spoj­rzeć mu głę­boko w oczy.