Część I

Roz­dział czter­nasty

  

Pa­nie lo­sie, daj mi

 

 

DAJ MI! DAJ MI! DAJ MI!

DAJ MI, BO JA CHCĘ!

BO TAK SOBIE ŻYCZĘ!

BO TEGO POTRZEBUJĘ!

PANIE LOSIE!

PANIE LOSIE, SŁYSZYSZ?!!!!!!!!!!!!

Tak, uwiel­biam ten utwór.

Utwór ze­społu Mi­kro­mu­sic.

Czy mógł­byś te­raz zro­bić mi tę przy­jem­ność,  i po­słu­chać uważ­nie tej pio­senki, za­nim prze­czy­tasz to, co na­pi­sa­łam da­lej?

Tak? To świet­nie.

Nie? No cóż, by­łoby le­piej, gdy­byś to zro­bił… 🙂

Uwiel­biam ten tekst.

Mogę tego słu­chać bez ustanku. W kółko i w kółko. I wtedy jest mi co­raz bar­dziej wstyd. Wstyd, że kie­dyś ten PAN LOS był obiek­tem mo­jej wiel­kiej zło­ści. I że tak nie­szczę­śliwa się czu­łam.

 

Biedny PAN LOS!

Cóż on wi­nien?

My, biedne ludz­kie istoty, ta­kie tępe w ro­zu­mie­niu praw, któ­rymi rzą­dzi się na­sza rze­czy­wi­stość…

Wy­daje nam się, że to kon­cert ży­czeń i pre­zen­ter zwy­czaj­nie po­mi­nął na­sze za­mó­wie­nie.

Mo­żemy być na niego wtedy wście­kli i zło­żyć re­kla­ma­cję.

Za­mó­wie­nie było prze­cież per­fek­cyj­nie wy­ra­żone: ta­kiego do­brego, nie Po­laka, nie wa­riata, ta­kiego, co nie zmąci wody w mym sta­wie, nie zje wszyst­kich ja­błek w sa­dzie i uciek­nie za wodę…

Pro­ste prze­cież, nie???

Tacy są.

Za­mó­wi­łam so­bie, a nie mam.

Inni do­stają, a moje za­mó­wie­nie prze­pa­dło.

 

Co idzie w eter, to i wraca.

A PAN LOS to nic in­nego jak prze­strzeń we­wnątrz nas, wo­kół nas i mię­dzy nami. On jest tylko no­śni­kiem.

No­śni­kiem tego, czym ema­nu­jemy. PAN LOS nie­sie bez­wied­nie w eter to, co jest w nas, i przy­nosi z po­wro­tem to, co z nami syn­chro­ni­zuje.

Więc je­śli ten ide­alny part­ner się nie po­ja­wia lub tkwimy w związku, który nas uniesz­czę­śli­wia, to może to, co wy­sy­łamy w świat, też nie jest ta­kie ide­alne?

Może trzeba się przyj­rzeć so­bie.

Nie swoim ocze­ki­wa­niom. Na­sze ocze­ki­wa­nia są ide­alne. Za­wsze.

Mu­simy przyj­rzeć się temu, jacy je­ste­śmy w środku, czym ema­nu­jemy, czego na­prawdę chcemy, i po­my­śleć, na ile to jest zgodne z tym, co mamy w gło­wie. Tym, czego pra­gnie na­sze ego. Na­sze ego za­zwy­czaj pra­gnie cze­goś in­nego niż serce.

Jak to mó­wiły na­sze bab­cie: „Serce i ro­zum nie idą w pa­rze”. Kon­flikt uczuć i ego jest pro­ble­mem każ­dego, kto nie za­czął pra­co­wać nad sobą.

I nie za­chę­cam tu­taj ni­kogo, aby bez­myśl­nie rzu­cał się w każdy nowy emo­cjo­nu­jący zwią­zek, bu­cha­jący ad­re­na­liną i se­ro­to­niną na prawo i lewo. Nie cho­dzi o dziką na­mięt­ność prze­ło­żoną po­nad roz­są­dek.

Cho­dzi o to, aby po­rzu­cić to, co zo­stało nam wpo­jone. Wrzu­cone do na­szych mó­zgów po­przez ob­razy w te­le­wi­zji i ga­ze­tach, po­przez ego­tyczne opo­wie­ści fał­szy­wie szczę­śli­wych. Usiądźmy sami ze sobą i za­sta­nówmy się, co po­wo­duje po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa i spo­koju w na­szym sercu, a co po­wo­duje strach.

 

Dia­beł taki straszny, jak go so­bie na­ma­lu­jesz

Tak długo jak bę­dziemy czuć strach, tak długo bę­dziemy do­sta­wali to, czego się bo­imy. Pa­mię­tać trzeba bo­wiem, że do­sta­jemy to, z czym syn­chro­ni­zu­jemy. Nie tylko to, co jest ładne i miłe dla oka i du­szy. Do­sta­jemy rów­nież to, czego tak bar­dzo się bo­imy. Sku­piamy na­szą uwagę na stra­chu, na lęku przed otrzy­ma­niem nie­chcia­nego lub stratą upra­gnio­nego. Wtedy PAN LOS włą­cza ma­gnesy w prze­strzeni i przy­cią­gamy wła­śnie to, czego tak bar­dzo nie chcie­li­śmy.

 

Fa­ta­mor­gana

Po­myślmy też: czy ob­raz szczę­śli­wej ro­dzinki, z przy­stoj­nym pa­nem obok, w pięk­nej willi w tro­pi­kach, bie­ga­ją­cym psem i pa­pugą w klatce, zim­nym drin­kiem na stole i fer­rari w ga­rażu, to fak­tycz­nie jest to, czego po­trze­bu­jemy do szczę­ścia?

Prze­cież ja wcale nie lu­bię upa­łów.

Prze­cież dwa­dzie­ścia pięć stopni to maks, wię­cej nie mogę znieść.

Prze­cież mam aler­gię na sierść.

Prze­cież ja lu­bię pracę z ludźmi.

Ko­cham swo­ich ro­dzi­ców, a od­le­głość spra­wi­łaby, że stra­ci­ła­bym z nimi kon­takt, i tak da­lej, i tym po­dobne.

Piękny ob­raz, za któ­rym go­nimy, czę­sto wcale nie ko­re­luje z na­szymi praw­dzi­wymi bar­wami szczę­ścia. Ide­alne ob­razy po­zor­nie pięk­nego ży­cia za­wsze mają dwie strony. My z ja­kie­goś po­wodu wi­dzimy tylko jedną, a tej ne­ga­tyw­nej nie chcemy doj­rzeć. I go­nimy bez­myśl­nie za tym, co nie dla nas, a że nie dla nas, to tego nie do­ga­niamy, a że nie do­ga­niamy, to je­ste­śmy roz­cza­ro­wani… Fa­ta­mor­gana.

 

Zwier­cia­dło

Tak samo jest z dru­gim czło­wie­kiem. Szu­kamy part­nera we­dług wy­ima­gi­no­wa­nego wzorca. Cał­ko­wi­cie nie­wła­ści­wego dla na­szych praw­dzi­wych wnę­trz. Kie­ru­jemy uwagę w nie­wła­ściwą stronę. Do­dat­kowo na­sze lęki po­wo­dują, że czę­sto do­sta­jemy to, czego bar­dzo nie chcemy. Je­ste­śmy kry­tyczni wo­bec in­nych, a otrzy­mu­jąc kry­tykę, czu­jemy się osą­dzani. Bo­imy się utraty wol­no­ści – i do­sta­jemy za­bor­czego part­nera. Nie umiemy się w pełni od­dać dru­giemu czło­wie­kowi – i do­sta­jemy ego­istę bądź de­spotę. Czu­jemy się bez­war­to­ściowi – i do­sta­jemy obo­jęt­nego part­nera. Mamy po­trzebę kon­tro­lo­wa­nia wszyst­kiego – i do­sta­jemy sie­rotę. Bo­imy się sa­mot­no­ści – i nie ma na ho­ry­zon­cie ni­kogo, kto chciałby z nami spę­dzić ży­cie.

Naj­pierw trzeba po­ukła­dać sie­bie sa­mego, a PAN LOS bę­dzie wie­dział, co ro­bić, i nas nie za­wie­dzie.

 

Od cze­goś trzeba za­cząć

Są świetne książki, któ­rych ty­tu­łów nie będę przy­ta­czała. Mogę wska­zać je­dy­nie kie­ru­nek, na­to­miast każdy musi iść swoją ścieżką. Kie­ru­nek ten zo­stałby ozna­czony kie­run­kow­ska­zami z na­pi­sem: „pod­świa­do­mość”, „w głąb sie­bie”, „ot­chłań nie­świa­do­mo­ści”, „praw­dziwe «ja»”.

Wiem, wiem… książki o roz­woju oso­bi­stym je­dy­nie po­bież­nie trak­tują te­mat i część z Was uzna je za „pierdu, pierdu”, ale będą one bar­dzo do­bre dla tych, któ­rzy chcą za­cząć pracę nad sobą. Nie można zmie­nić in­nych, nie można zmie­nić losu i nie można zmie­nić na­szej rze­czy­wi­sto­ści, za­nim nie zmie­nimy sie­bie. A nie zmie­nimy sie­bie, do­póki nie po­znamy me­cha­ni­zmów.

Po prze­czy­ta­niu naj­bar­dziej zna­nych ksią­żek o cho­dli­wych ty­tu­łach nie mo­żemy ocze­ki­wać, że wszystko się po­układa, je­śli na­dal bę­dziemy pre­zen­to­wali je­dy­nie po­stawę ży­cze­niową.

Trzeba praw­dzi­wie pra­co­wać nad zmianą sie­bie.

 

Wiem, co mó­wię

Ja swo­jego księ­cia z bajki zna­la­złam wła­śnie wtedy, kiedy prze­sta­łam go szu­kać.

Gdy­bym nie prze­stała, to­bym go nie zna­la­zła, bo jest on zu­peł­nie inny, niż my­śla­łam, że po­wi­nien być – te­raz wiem, że to on jest ide­alny, a nie wzo­rzec w moje gło­wie.

Spo­tka­łam go tam, gdzie mo­głam być cał­ko­wi­cie sobą ze swoją ciemną i ja­sną stroną. Ak­cep­to­wa­łam sie­bie w ca­ło­ści i taka mu się po­ka­za­łam.

Wiem, że – z nim czy bez niego – po­zo­staję sobą i nie uza­leż­niam swo­jego po­czu­cia szczę­ścia od dru­giego czło­wieka.

M jest moim do­peł­nie­niem. Syn­chro­ni­zuje z tym, kim je­stem. I mu­szę po­wie­dzieć, że ma­jąc ta­kie lu­stro, bar­dzo się so­bie po­do­bam.

Pa­ra­dok­sal­nie wtedy, kiedy prze­sta­łam wy­śpie­wy­wać w swoim umy­śle słowa pio­senki, sta­nął na mo­jej dro­dze ten oto z pierw­szej zwrotki. Dla wielu wy­ma­rzony.

 

Pa­nie lo­sie, daj mi ko­goś, kto nie zmąci wody w mym sta­wie.

Ko­goś, kto nie pry­śnie jak zły sen,

gdy ryb w mym sta­wie za­brak­nie.

Gdzie znajdę ta­kiego

pięk­nie do­brego?

Gdzie znajdę ta­kiego

pięk­nie do­brego?

Daj chło­paka,

nie wa­riata, daj

nie pa­la­cza,

nie bie­daka, daj

nie pi­jaka,

nie Po­laka, daj

nie brzy­dala.

Prze­ślij mi chło­paka.

Nie wa­riata, daj

nie cwa­niaka,

nie pa­jaca, daj

nie pi­jaka,

nie Po­laka, daj

nie bie­daka.

Prze­ślij mi.

 

Nie zna­czy to jed­nak, że mogę prze­stać nad sobą pra­co­wać.

Nad tym, jak za­słu­gi­wać na dar od losu, nad tym, jak ten dar przyj­mo­wać i jak go pie­lę­gno­wać.

Nad tym, aby ema­no­wać tym, co chcia­ła­bym otrzy­mać jako zwrot.

 

Te­raz już wiem.

Do­sta­niesz wszystko, czego praw­dzi­wie chcesz, kiedy prze­sta­niesz tego szu­kać.

Do­sta­niesz wszystko, kiedy bę­dziesz uważny i czujny.

Do­sta­niesz wszystko, kiedy prze­sta­niesz tego ocze­ki­wać.

Do­sta­niesz wszystko, czego praw­dzi­wie chcesz, je­śli nie bę­dziesz się oba­wiać, że to utra­cisz.

Do­sta­niesz wszystko, czego praw­dzi­wie chcesz, kiedy bę­dziesz go­towy na przy­ję­cie tego.

Do­sta­niesz wszystko, czego praw­dzi­wie chcesz, kiedy na to za­słu­żysz ciężką pracą nad sobą, a nie nad ota­cza­ją­cym Cię świa­tem.

To, czego bę­dziesz chcieć, nie bę­dzie już tym sa­mym, czego chcia­łeś na po­czątku swo­jej drogi.

Szczę­ście to ro­dzaj na­grody, a nie pre­zentu.

Jest ści­śle po­łą­czone z tym, jacy i kim je­ste­śmy.