Część I

Roz­dział pierw­szy

  

Mój świat sta­nął na gło­wie

 

 

Utrata pracy, za­ska­ku­jący awans, długi, wy­grana w totka, mi­gra­cja, ma­cie­rzyń­stwo, nie­ocze­ki­wany sta­tus sin­gla, nie­spo­dzie­wana mi­łość, cho­roba, utrata bli­skich, roz­trza­skany ho­nor, zmiana śro­do­wi­ska, nie­pro­szeni go­ście na za­wsze…

Cza­sem nasz świat bez słowa ostrze­że­nia wy­wraca się do góry no­gami.

Robi nam psi­kusa gra­wi­ta­cyj­nego – i nic już nie jest na swoim miej­scu. My w pa­nice sta­ramy się po­wci­skać stare ele­menty na miej­sca sprzed prze­bie­gu­no­wa­nia lub cho­dzimy jak pi­jani, obi­ja­jąc się o nie­wi­dzialne ba­riery na­szego ży­cia, które już nie jest ume­blo­wane jak daw­niej.

Bez­wa­run­kowo my­ślimy sche­ma­tami wy­pra­co­wa­nymi przez lata i je­ste­śmy zdzi­wieni, że nie mają już one za­sto­so­wa­nia. Rzeka zmie­niła kie­ru­nek i za­miast z nur­tem pły­niemy pod prąd, krztu­sząc się przy tym nie­mi­ło­sier­nie.

Ja mam to szczę­ście, że mój świat ta­kie fi­kołki robi re­gu­lar­nie co dwa­na­ście lat. 🙂

I tym ra­zem mnie nie za­sko­czył.

Kiedy tylko po­czu­łam, że za­czyna się bu­jać w górę i w dół, po­my­śla­łam:

OK, za­czyna się… Tym ra­zem mnie nie za­sko­czy. 🙂

STANĘ NA GŁOWIE, ALE SIĘ NIE DAM…”.

I sta­nę­łam.

O dziwo, przy zmia­nie po­zy­cji i in­nej per­spek­ty­wie wszystko jest OK

Stare ele­menty wcale nie fru­wają bez­wied­nie, je­dy­nie opa­dły na dno jak muł, jak kurz, jak pia­sek w klep­sy­drze, jak śnieg w szkla­nej kuli. Wy­star­czy, że prze­sta­niemy nimi trząść, a te stare do­świad­cze­nia, przy­jaź­nie, emo­cje osiądą na dnie na­szego ar­chi­wum wspo­mnień, do któ­rego w każ­dej chwili mo­żemy zejść. Mo­żemy po­prze­glą­dać kilka hi­sto­rii lub za­mknąć je na klucz i ni­gdy, prze­nigdy do nich nie wra­cać. I do­piero wtedy za­uwa­ży­łam tę ogromną prze­strzeń przed sobą. Moje wła­sne ate­lier. Nie­wi­dzialne ba­riery na­brały kształ­tów. Nowe, nie­znane mi do tej pory bryły nie są już straszne. Są fun­da­men­tem, na któ­rym za­cznę two­rzyć. Two­rzyć swoje wła­sne ży­cie we­dług no­wych po­my­słów.

Je­dyne, co trzeba te­raz zro­bić, to uwol­nić wy­obraź­nię, za­uwa­żyć po­ten­cjał sy­tu­acji.

Do­kład­nie się przyj­rzeć, co spa­dło na dno, a co zo­stało na sce­nie ży­cia.

Wziąć od­dech i…

do dzieła!