CZĘŚĆ IV

Roz­dział je­de­na­sty

 

Ma­rze­nia nic nie kosz­tują

 

 

Ma­rze­nia nic nie kosz­tują, jed­nak ocze­ku­jąc ich speł­nie­nia, ry­zy­ku­jesz zbyt wiele.

Po­każ­cie mi choć jedną osobę, która nie ma­rzy.

Wszy­scy ma­rzymy.

Nie­któ­rzy jed­nak mie­szają ma­rze­nia z ocze­ki­wa­niami.

Ma­rząc, wy­obra­żamy so­bie pe­wien ob­raz, który za­wsze wiąże się z po­czu­ciem za­do­wo­le­nia i szczę­ścia.

Nie ma chyba ni­kogo, kto ma­rzyłby o nie­szczę­ściu.

Wy­obra­ża­nie so­bie nie­szczęść to już czar­no­widz­two i ma­so­chizm.

Z ko­lei ocze­ki­wa­nie to wy­mysł w na­szej gło­wie – czę­sto wy­wo­dzący się z ma­rzeń, które ewo­lu­ują do mo­mentu, kiedy stają się wręcz żą­da­niem.

Nie mają al­ter­na­tywy. Nie są ne­go­cjo­walne. Stają się ko­nieczne do osią­gnię­cia i nie ma opcji rze­czy­wi­sto­ści bez ob­razu z na­szej wy­obraźni.

Ocze­ku­jąc, za­my­kamy za sobą drzwi, kiedy jesz­cze nie otwo­rzy­li­śmy tych przed sobą. To tak jak­by­śmy za­trzy­mali się w przej­ściu mię­dzy wa­go­nami. W ko­ry­ta­rzu mię­dzy dwoma po­ko­jami. Za­trza­sku­jemy za sobą drzwi i nie in­te­re­suje nas to, co za nami. Nie do­ce­niamy tego, co mie­li­śmy, co mamy. Je­ste­śmy sku­pieni tylko na tym, co jest w po­miesz­cze­niu przed nami, a nie mamy pew­no­ści, że jest tam to, czego ocze­ku­jemy. Kiedy oka­zuje się, że na­sze ocze­ki­wa­nia nie zo­stały speł­nione, drzwi przed nami nie chcą się otwo­rzyć, za­sta­niemy pu­stą prze­strzeń lub jesz­cze gor­szą od po­przed­niej, wpa­damy w pa­nikę i złość – roz­cza­ro­wa­nie. Bo­imy się tego ugrzęź­nię­cia po­mię­dzy. Roz­pa­czamy nad stratą tego, czego i tak prze­cież nie mie­li­śmy. Po­wrót zaś jest dla nas kro­kiem wstecz. Jest co­fa­niem się do cze­goś, czego już nie chcemy. Cze­goś, co od­rzu­ci­li­śmy. Cze­goś, co już miało być z tyłu. Utrata na­dziei, strata, ko­niecz­ność przy­zna­nia się do błędu, smu­tek, bez­sil­ność, re­gres – to słowa, które na­su­wają mi się w ob­li­czu nie­speł­nio­nych ocze­ki­wań.

Ma­rząc, po­zo­sta­jemy w na­szej prze­strzeni.

Do­ce­niamy ją.

Czu­jemy się w niej do­brze.

Ma­rze­nia nie po­winny być ucieczką.

Po­winny być kro­kiem w przód.

Kro­kiem w lep­sze, ko­rzyst­niej­sze, przy­jem­niej­sze, ale nie ucieczką.

Naj­pierw za­ak­cep­tujmy wła­sną prze­strzeń. Na­wet je­śli jest nie do końca taka, jak by­śmy tego chcieli, to za­ak­cep­tujmy ją taką, jaką jest. I bę­dąc w niej, za­cznijmy ma­rzyć. O czym­kol­wiek. Pa­mię­tajmy jed­nak, że je­śli pój­dziemy w stronę ma­rzeń, nie za­wsze uda nam się je speł­nić. Je­śli­by­śmy tak uwa­żali, nie by­łyby to już ma­rze­nia, ale ocze­ki­wa­nia. I ma­rząc bar­dzo in­ten­syw­nie, szu­kajmy drzwi, które same się uchylą i po­każą nam ka­wa­łek do­stęp­nej no­wej prze­strzeni. Je­śli bę­dzie ona choć odro­binę przy­po­mi­nała miej­sce z na­szej wy­obraźni, je­śli bę­dzie miała choć je­den ele­ment z na­szych ma­rzeń – do­piero wtedy tam wejdźmy. I cieszmy się tym ele­men­tem. Do­piero wtedy za­mknijmy za sobą drzwi. A bę­dąc już w in­nej rze­czy­wi­sto­ści – tej bliż­szej na­szym ma­rze­niom – marzmy da­lej i cieszmy się tym, co mamy. I cze­kajmy na ko­lejne drzwi, które się uchylą. Pa­mię­taj jed­nak, że te drzwi można ła­two prze­ga­pić. Mu­sisz więc wło­żyć dużo pracy w ob­ser­wa­cję tego, co Cię ota­cza. Nie tra­cisz ni­czego, a zy­skać mo­żesz tak wiele.

Ma­rząc, po­zo­sta­wiasz so­bie na­dzieję. Ocze­ku­jąc, mo­żesz ją ła­two stra­cić.

Dla mnie na­dzieja nie jest matką głu­pich, tylko szczę­śli­wych, cier­pli­wych i wy­trwa­łych.

Speł­nia­nie ma­rzeń krok po kroku i mimo wszystko

Speł­nia­nie ma­rzeń krok po kroku to nic in­nego jak wcho­dze­nie w prze­strzeń za drzwiami, które się dla nas otwo­rzyły, na­wet je­śli do­strze­żemy tam tylko je­den ele­ment od­po­wia­da­jący na­szym wy­obra­że­niom. To pierw­szy krok. W po­koju, w któ­rym te­raz je­steś, być może nie ma drzwi bez­po­śred­nio do prze­strzeni z Two­jej wy­obraźni.

Pa­mię­taj jed­nak, że w tym ko­lej­nym po­koju mogą być drzwi do na­stęp­nego po­koju z ko­lej­nym ele­men­tem i do ko­lej­nego, i do ko­lej­nego… aż pew­nego dnia stwier­dzisz: „O RANY – moje ma­rze­nie się speł­niło!”.

Speł­nia­nie ma­rzeń mimo wszystko to po­dą­ża­nie za nimi, choć obec­nie wy­daje Ci się, że kom­plet­nie nie masz na to szans.

To tak jak­byś sie­działa w tym swoim po­koju te­raź­niej­szo­ści. Ma­rzyła o by­ciu tan­cerką, a nie miała ani wie­dzy, ani środ­ków, ani czasu na na­ukę tańca. Je­śli te­raz na siłę otwo­rzy­ła­byś drzwi pro­wa­dzące na ta­neczny par­kiet kon­kur­sowy, na któ­rego końcu sie­dzi jury, Twoje ocze­ki­wa­nia zo­sta­łyby z miej­sca zno­kau­to­wane. Ko­mi­sja szyb­ciutko oce­ni­łaby Cię na pod­sta­wie tego, co umiesz, wiesz i mo­żesz.

Dzię­ku­jemy bar­dzo, ale pro­szę wró­cić do swo­jego po­koju!”

Nie mu­szę opi­sy­wać, co być czuła, prawda? Ale je­śli nie prze­sta­niesz ma­rzyć i pew­nego dnia któ­reś drzwi same się uchylą, a we­wnątrz zo­ba­czysz na pod­ło­dze ba­letki, to wejdź tam. Weź je i wzmac­niaj swoje ma­rze­nie. Je­stem prze­ko­nana, że już nie­długo otwo­rzą się inne drzwi, które po­każą To­bie po­kój z lu­strem na ścia­nie. Po­tem za­uwa­żysz drzwi, przez które uj­rzysz gra­mo­fon. 🙂 I kiedy bę­dziesz do­ce­niała każdą z tych prze­strzeni i wy­ko­rzy­stasz mak­sy­mal­nie wszystko to, co znaj­du­jesz, za­uwa­żysz drzwi, za któ­rymi bę­dzie stał tre­ner, a je­śli stwier­dzisz, że nie masz pie­nię­dzy czy czasu na tre­ningi… nie re­zy­gnuj z ma­rzeń. Roz­glą­daj się za drzwiami, za któ­rymi są inne moż­li­wo­ści. Moż­li­wo­ści nie­ko­niecz­nie bez­po­śred­nio po­łą­czone z ma­rze­niem, ale moż­li­wo­ści, które uła­twią Ci przej­ście z in­nej strony do po­koju z tre­ne­rem.

Dla­tego nie­za­leż­nie od tego, co te­raz my­ślisz, nie prze­sta­waj ma­rzyć i goń swoje ma­rze­nia mimo wszystko, nie ocze­ku­jąc zbyt wiele.

Dzieci ma­rzą le­piej

Dla­czego taki te­mat po­ja­wił się dzi­siaj w mo­jej gło­wie?

Pi­sząc tekst Szczę­śliwa – nie święta by­łam pod wpły­wem emo­cji, które za­wład­nęły mną w wy­niku próby sfor­so­wa­nia na siłę pew­nych drzwi. Zbyt wiele ocze­ki­wa­łam. Nie zna­la­złam tego, co chcia­łam, i łup – hu­mor po­szedł się… prze­spać. Jak wiemy, nie ma rze­czy do­brych i złych. Za­wsze coś z cze­goś wy­nika. Za­wsze coś nas do cze­goś pro­wa­dzi.

I ten dzień, te emo­cje do­pro­wa­dziły mnie do:

* na­pi­sa­nia roz­działu o tym, że każdy ma prawo do swo­ich sła­bo­ści,

* na­pi­sa­nia dzi­siej­szego tek­stu o ma­rze­niach

* i przede wszyst­kim speł­nie­nia ma­rze­nia mo­jego syna.

Mój syn, który ma sześć lat, uwiel­bia Star Wars. No i ma­rze­niem tego ma­łego wiel­kiego umy­słu jest POKÓJ CAŁY W STAR WARS. 🙂

Kiedy py­ta­łam go, co to zna­czy „po­kój cały w Star Wars”, od­po­wia­dał: „No wszystko… Star Wars na ścia­nach, na łóżku, Star Wars za­bawki – wszystko w Star Wars”.

Stwier­dzi­łam, że taki mały umysł jest cu­downy. On nie ma ocze­ki­wań. On nie ma okre­ślo­nych ko­lo­rów, okre­ślo­nych wzo­rów, nie sku­pia się na ma­te­ria­łach, nie wzo­ruje się na ni­kim ani na ni­czym. Jego ma­rze­nie to tylko i aż tyle, aby ota­czało go Star Wars. On ma­rzy o uczu­ciu, ja­kie da mu oto­cze­nie bo­ha­te­rów i tego, co uwiel­bia.

Wiemy więc już, że on ma­rzy, a nie ocze­kuje. Jest lep­szy niż ja.

Co jed­nak zro­bić, aby speł­nić ma­rze­nie syna, nie wy­rzu­ca­jąc pie­nię­dzy w błoto (co je­śli mu się to znu­dzi za dwa mie­siące?) i nie ro­biąc re­wo­lu­cji w domu?

Speł­niać ma­rze­nie ma­łymi krocz­kami i mimo wszystko.

 

Speł­nione ma­rze­nie

 

  • Ob­ra­zek z opa­ko­wa­nia po za­baw­kach wsta­wiony w ramkę. 

post (184)

  • Wła­sno­ręcz­nie wy­ko­nane prace w nie­ogra­ni­czo­nej ilo­ści mogą ozdo­bić po­zo­stałe ściany

12798838_960453240658332_3211238085124040437_n

 

  • Na­rzuta na łóżko i po­duszki. Ku­pi­łam na­rzutę, gdyż mia­łam taką oka­zję. Gdyby jed­nak mi się ona nie tra­fiła, mo­gła­bym sama uszyć na­rzutę z kwa­dra­tów róż­nego ko­loru i farbą do ma­te­riału na­ma­lo­wać na niej naj­waż­niej­sze i naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­styczne ob­razki z filmu, ko­rzy­sta­jąc z pa­pie­ro­wego sza­blonu. Można też zro­bić wy­druk na ma­te­riale. Wcale nie jest to trudne.

a (7)

 

  • Je­śli mamy w po­koju ta­blicę, to świet­nie po­służy nam ona do wpro­wa­dze­nia ko­lej­nego ele­mentu fil­mo­wego czy baj­ko­wego. Naj­lep­sze jest to, że można włą­czyć do two­rze­nia prze­strzeni z ma­rzeń rów­nież dziecko, któ­rego ma­rze­nie speł­niamy. Niech ma­luje, co i jak chce.Prze­cież się zmyje!!! Dla­tego ta­blica w po­koju dziecka jest tak ważna.

 

  • Na­klejka na ścianę. Nie po­ku­si­łam się o wielką fo­to­ta­petę czy prze­ma­lo­wy­wa­nie ściany na inny ko­lor niż uni­wer­salny. Za to na­klejki w po­ko­jach dzieci spraw­dzają się re­we­la­cyj­nie. Za­wsze można się ich po­zbyć. Z czarną czy nie­bie­ską ścianą byłby więk­szy pro­blem, gdyby mój syn prze­rzu­cił się, przy­pu­śćmy, na My Lit­tle Pony czy po­ke­mony.

a (8)

 

  • Lampka nocna, która w ni­czym nie przy­po­mina prze­strzeni ko­smicz­nej, rów­nież może być czę­ścią ma­rze­nia. Wy­star­czyła czarna okle­ina do me­bli. Trzyma się re­we­la­cyj­nie, nie za­ha­cza ani nie od­gina się na na­roż­ni­kach. Jed­no­cze­śnie można ją ła­two ze­rwać z płó­cien­nego klo­sza i nie zo­sta­wia śladu – spraw­dzi­łam. My wspól­nie wy­cię­li­śmy na­pis, ale mo­głyby to być gwiazdki, ob­razki, sym­bole czy co­kol­wiek chcemy
    a (10)
  • Skoro udało nam się z lampką, to dla­czego nie za­mie­nić w Star Wars in­nych ota­cza­ją­cych nas przed­mio­tów? Na przy­kład płó­cien­nych pu­de­łek. Z czar­nej okle­iny po­wy­ci­na­li­śmy kon­tury bo­ha­te­rów, stat­ków i nazw, które świet­nie od­bi­jają się od ja­snego tła i przy­cią­gają wzrok. 

a (9)a (5)

 

  • Eks­po­zy­cja wszyst­kich za­ba­wek zwią­za­nych z ma­rze­niem. Je­śli mamy co­kol­wiek, co już pa­suje do na­szego ma­rze­nia, zbierzmy to w ca­łość i wy­eks­po­nujmy. Wiem, ma to formę pew­nego ro­dzaju oł­ta­rzyka, ale wła­śnie o to cho­dzi – skupmy na tym swoją uwagę. Na tym, co mamy, a nie na tym, czego nie mamy. Po­dob­nie działa mapa ma­rzeń.

 

I tym oto spo­so­bem – w ciągu jed­nego dnia, bez wiel­kiego wkładu fi­nan­so­wego, bez wiel­kiej re­wo­lu­cji, za to z wielką ra­do­ścią, przy współ­pracy z dziec­kiem, przy wy­ko­rzy­sta­niu jego i swo­jej wy­obraźni – stwo­rzy­li­śmy prze­strzeń jego ma­rzeń.

Star Wars ota­cza mo­jego syna.

Gdzie nie spoj­rzy, ma to, co lubi.

Ni­czego nie ocze­ki­wał.

To, co do­stał, jest speł­nie­niem jego ma­rzeń. 🙂

 

Mam na­dzieję, że kiedy do­ro­śnie, zro­zu­mie prze­kaz nie tylko tego, co sta­ram się opi­sać w mo­jej książce, ale także swo­jego ulu­bio­nego filmu.