CZĘŚĆ IV

Roz­dział piąty

 

Jak to jest ?

 

 

Cza­sem za­sta­na­wiam się, czy taka jest ko­lej rze­czy, że w pew­nym okre­sie ży­cia od­rzu­camy wszystko to, w co wie­rzy­li­śmy do tej pory, i na nowo ukła­damy so­bie swój świat. Prze­war­to­ścio­wu­jemy cał­ko­wi­cie sie­bie i to, co nas ota­cza. Wy­ry­wamy z ko­rze­niami wcze­śniej­sze po­glądy, wie­rze­nia, mo­rale, uczu­cia, przy­wią­za­nia, za­sady i zwy­czaj­nie sta­jemy się otwarci na wszystko… Ak­cep­tu­jemy to, co za nami, i to, co przed nami, z ca­łym do­bro­dziej­stwem losu. Pa­trzymy na białą kartę ży­cia, bie­rzemy ołó­wek i od tej pory je­ste­śmy dumni z każ­dej kre­ski, którą na niej na­ry­su­jemy, bo wiemy, że każda kre­ska bę­dzie prze­my­ślana i że wło­żymy w nią ca­łego sie­bie. Ta­kiego praw­dzi­wego.

Czy zda­rza się to wszyst­kim? Czy tylko tym, któ­rzy do­stali od ży­cia w dupę wy­star­cza­jąco mocno, aby się ock­nąć? A może tylko tym, któ­rzy po­tra­fią się za­trzy­mać i otwo­rzyć oczy i serce? A może wszyst­kim… tylko nie wszy­scy po­dej­mują wy­zwa­nie.