Część I

Roz­dział siódmy

  

Grey, Be­stia i oj­ciec Kop­ciuszka mają wiele wspól­nego

 

 

Chri­stian Grey to bo­ha­ter książki, którą prze­czy­tała zna­ko­mita więk­szość  ko­biet, z czego:

– pięć­dzie­siąt pro­cent się do tego nie przy­znaje, bo to li­te­racki gniot,

– ko­lejne dwa­dzie­ścia pro­cent twier­dzi, że prze­czy­tało z cie­ka­wo­ści, ale jest to to­talna po­rażka,

– dzie­sięć pro­cent po­chło­nęło książkę jak ja cze­ko­ladę po trzech ty­go­dniach diety i na­dal w eu­fo­rii wy­obraża so­bie sie­bie w roli bo­ha­terki

– i na­resz­cie: ostat­nie dzie­sięć pro­cent lek­tura skło­niła do głęb­szej re­flek­sji nad fe­no­me­nem książki.

 

Bajka dla du­żych dziew­czy­nek?

Tak, też tak uwa­żam.

Jest to bajka dla du­żych dziew­czy­nek.

Bajka, która jest nam po­trzebna.

Tylko że nie chcemy się przy­znać, że jesz­cze lu­bimy bajki, bo nam nie wy­pada.

 

Nie­sa­mo­wi­cie bo­gaty fa­cet – kró­le­wicz.

Bar­dzo atrak­cyjny ze­wnętrz­nie, sa­mo­chody, he­li­kop­ter – jak ry­cerz w zło­tej zbroi na bia­łym ko­niu.

Piękny apar­ta­ment na ostat­nim pię­trze wie­żowca – za­mek na szczy­cie góry – do któ­rego trzeba do­trzeć he­li­kop­te­rem (za sied­mioma gó­rami, za sied­mioma rze­kami…).

Ma wła­dzę – nie­ustra­szony zwy­cięzca.

Ma on jed­nak rów­nież ciemną stronę, se­kret, prze­szłość, skazę – sie­dzi w nim praw­dziwa Be­stia.

 

Ciemna strona Be­stii za­czyna przy­tła­czać tę piękną, do­brą, słabą, czy­stą i nie­winną księż­niczkę, bied­nego Kop­ciuszka, Śnieżkę o nie­ska­zi­tel­nie ja­snej ce­rze czy ja­ką­kol­wiek ar­che­ty­pową, po­zor­nie słabą przed­sta­wi­cielkę płci pięk­nej.

Ale co się dzieje?

Księż­niczka dzięki swo­jej mi­ło­ści i do­broci po­skra­mia Be­stię.

Be­stia ła­god­nieje i na za­wsze zmie­nia się dla swo­jej kró­lewny, a po­tem żyją długo i szczę­śli­wie…

 

Cu­downe, prawda?

Wy­śmie­wamy się z tego?

 

A w ży­ciu kreu­jemy swoją wła­sną bajkę, jak tylko mo­żemy, i wtedy to już nie jest śmieszne.

Szu­kamy: pięk­nych, od­po­wie­dzial­nych, bez­piecz­nych, za­bez­pie­czo­nych, z atry­bu­tami swo­jego sta­tusu. Do tego do­brych, chcą­cych zro­bić dla nas wszystko, praw­dzi­wych męż­czyzn.

Ta­kich, przy któ­rych mo­żemy być słabe.

Ta­kich, któ­rzy nas obro­nią i zro­bią dla nas wszystko.

Ale żeby bajka się zga­dzała, mu­szą oni mieć ja­kąś skazę.

Lu­bimy Be­stię, więc je­den z ele­men­tów ide­ału musi nie ty­kać jak trzeba:

– może nie być piękny,

– może być zbyt słaby,

– może nie być od­po­wie­dzialny,

– może mieć ska­laną prze­szłość,

– może nie być bo­gaty.

 

I wtedy za­czy­namy się ba­wić w księż­niczki.

Za­czy­namy zmie­niać.

Za­czy­namy po­skra­miać Be­stię, która ma się dla nas zmie­nić.

I tu koń­czy się bajka z do­brym za­koń­cze­niem.

Tu wła­śnie wszystko za­czyna nam się mie­szać.

Tu psu­jemy ba­jeczkę i mó­wimy:

Ży­cie to nie jest bajka”.

 

Za­miast do­ce­niać swo­jego księ­cia za to, co w nim do­bre, my kon­cen­tru­jemy się tylko na jego be­stial­skiej na­tu­rze i na siłę ją po­skra­mia­jąc, od­bie­ramy mu wszystko to, za co ce­ni­ły­śmy go wcze­śniej.

Prze­sta­jemy być słabą księż­niczką, dla któ­rej Be­stia zrobi wszystko, a za­czy­namy być wredną ma­co­chą, która nie wi­dzi w Be­stii nic poza jej be­stial­stwem.

Ma­co­chą, która tak bar­dzo pra­gnie po­sta­wić na swoim, że przej­muje kon­trolę nad Be­stią.

Nie po­skra­mia już jej bez­wa­run­kową mi­ło­ścią, ale na siłę ła­pie ją na łań­cuch i do­mi­nuje, na­ka­zu­jąc zmianę w księ­cia, któ­rym Be­stia była lub miała być we­dług jej planu.

Be­stia się zmie­nia, ow­szem, ale w bier­nego oj­czyma, przy­ku­tego łań­cu­chem do po­gar­dza­ją­cej nim pani. Albo stłu­miona agre­sja ku­mu­luje się przez lata, aż pew­nego dnia wy­bu­cha. W lep­szym wy­padku Be­stia zrywa się z łań­cu­cha i tyle ją ma­co­cha wi­działa…

 

Tak, dro­gie Pa­nie.

Chce­cie ży­cia jak z bajki?

Po­zwól­cie swo­jemu męż­czyź­nie być ra­tu­ją­cym Was księ­ciem na bia­łym ko­niu.

Daj­cie mu siłę i dumę. Po­dzi­wiaj­cie go za mę­skie ce­chy.

Jego be­stial­ską część za­ak­cep­tuj­cie lub odejdź­cie, ale nie uda­waj­cie, że nie było jej w pla­nie. Je­śli bę­dzie­cie ko­chały wy­star­cza­jąco mocno, Be­stia sama się zmieni. To nie Wy ma­cie ją zmie­niać.

Je­śli po­ko­cha­cie Be­stię, ze wszyst­kimi jej wa­dami, bę­dzie­cie szczę­śliw­sze, niż wal­cząc z Be­stią kosz­tem utraty jej kró­lew­skiej strony.

 

Ja już mam swo­jego kró­le­wi­cza, a jego wady bledną w bla­sku po­zy­tyw­nych cech.

Naj­waż­niej­sze to pod­trzy­mać ten blask i po­zo­stać księż­niczką.