CZĘŚĆ II

Roz­dział drugi

  

Elik­sir szczę­ścia – wy­ba­cze­nie

 

 

Je­śli do­piero za­czą­łeś czy­tać tę książkę i tra­fi­łeś pro­sto na tę stronę, za­chę­cam do prze­sko­cze­nia do roz­działu Elik­sir szczę­ścia – wdzięcz­ność. Je­śli jed­nak wo­lisz po­zo­stać tu­taj – czy­taj da­lej. 🙂 Po­tem cof­nij się do po­przed­nich stron i wróć tu. Wy­ba­cze­nie na­bie­rze więk­szego sensu.

 

Wiem, wiem.

Po­winno być miło, lekko i przy­jem­nie, a tu wcale nie jest lekko.

No cóż.

W trak­cie pi­sa­nia zmie­ni­łam kon­cep­cję, a z weną się nie dys­ku­tuje, bo so­bie pój­dzie i nie na­pi­szę nic.

 

Mam na­dzieję, że od­wie­dzi­li­ście swoje ar­chiwa wspo­mnień i po­czu­li­ście choć odro­binę wdzięcz­no­ści za to, co do­sta­li­ście od losu lub na co so­bie za­pra­co­wa­li­ście. Wię­cej przyj­dzie z cza­sem. U mnie wciąż wzra­sta po­ziom wdzięcz­no­ści.

Kiedy tam by­li­ście, zna­leź­li­ście na pół­kach kilka wspo­mnień za­mknię­tych na klucz i szybko od­wró­ci­li­ście od nich głowę. Na samą myśl o nich w brzu­chu po­czu­li­ście ukłu­cie, w sercu – żal, a w gło­wie – smu­tek i złość, po­czu­cie winy, nie­na­wiść.

 

Tak, to są ONE, na­sze kosz­mary, które prze­ży­li­śmy na ja­wie. Naj­chęt­niej by­śmy o nich za­po­mnieli, dla­tego sta­ramy się ich nie od­grze­by­wać. Uda­jemy, że ich tam wcale nie było.

A ONE BYŁY! BYŁY I SĄ! I ZAWSZE TAM BĘDĄ!

Uda­jąc śle­pych i głu­chych, nie unik­niemy kon­fron­ta­cji z nimi.

Nie uciek­niemy od nich.

Dźwięki, me­lo­die, za­pa­chy, imiona, miej­sca i ge­sty będą nam o nich przy­po­mi­nać i wy­wo­ły­wać w nas te same re­ak­cje: w brzu­chu ukłu­cie, w sercu żal, w gło­wie smu­tek i złość, po­czu­cie winy, nie­na­wiść.

 

Im dłu­żej bę­dziemy ucie­kać, tym bar­dziej bę­dziemy przy­kle­py­wać te uczu­cia do na­szego wła­snego „ja”, aż staną się one czę­ścią nas. Z cza­sem za­po­mnimy, skąd się wzięły, i uznamy je za ciemną stronę nas sa­mych. Za­czniemy po­szu­ki­wać bodź­ców do­star­cza­ją­cych nam te tak zna­jome emo­cje i od­wra­cać głowę od szczę­ścia. Bę­dziemy de­lek­to­wać się każdą kłót­nią czy nie­szczę­ściem są­sia­dów i oglą­dać pro­gramy pełne zgorzk­nia­łych lu­dzi. Za­czniemy prze­cho­dzić na ciemną stronę nas sa­mych.

I pół biedy, gdyby cho­dziło tylko o nas.

 

Umar­li­by­śmy z kłu­ciem w brzu­chu, ża­lem w sercu, ze smut­kiem i zło­ścią w gło­wie. Umar­li­by­śmy z po­czu­ciem winy i nie­na­wi­ścią, za­miast ukła­da­jąc puz­zle szczę­ścia.

 

Nie­stety tak nie jest. Ta żółć się roz­cho­dzi. Prze­cho­dzi na na­sze dzieci, na bli­skich, na lu­dzi, któ­rzy nas ota­czają. Wy­star­czy, że będą oni otwarci na Cie­bie, nie­świa­domi – i już wszy­scy będą za­in­fe­ko­wani kłu­ciem w brzu­chu, ża­lem w sercu, smut­kiem i zło­ścią w gło­wie. Po­czu­ciem winy i nie­na­wi­ścią.

A wcale nie musi tak być.

Wy­ba­cze­nie może wszystko zmie­nić.

Wy­ba­cze­nie zmieni Cie­bie i ota­cza­jący Cię świat.

 

Wy­ba­cze­nie to drugi skład­nik na­szego elik­siru szczę­ścia, tuż po wdzięcz­no­ści. Znaj­dziesz je w tym sa­mym le­sie – le­sie prze­szło­ści. Wy­ba­cze­nie jest troszkę trud­niej­sze do zdo­by­cia. Od­czu­wa­nie wdzięcz­no­ści po­winno jed­nak znacz­nie uła­twić sprawę.

Więc te­raz zaj­rzyj tam na dno.

Zaj­rzyj naj­głę­biej, jak mo­żesz, w ten mało do­stępny ob­szar sa­mego sie­bie, i wy­szu­kaj za­ku­rzone półki ze wspo­mnie­niami za­mknię­tymi na klucz.

Otwórz jedną.

Spo­koj­nie. Je­steś tu i te­raz. To nie bę­dzie już wy­glą­dało tak samo. Nie bę­dzie, je­śli przyj­rzysz się temu z in­nej per­spek­tywy. Tak jak pi­sa­łam w tek­ście Mój świat sta­nął na gło­wie, wszystko jest już prze­me­blo­wane.

Naj­pierw od­szu­kaj wdzięcz­ność. Gdyby nie to, co się wtedy wy­da­rzyło, nie był­byś tu, gdzie je­steś, ani taki, jaki je­steś. Za trudno? Nie masz wdzięcz­no­ści? Na­dal jest złość?

A na kogo i za co?

Za­sta­nów się, czego tak bar­dzo nie mo­żesz wy­ba­czyć.

Na­zwij to po imie­niu.

 

* Cho­dzi o to, że ktoś prze­stał Cię ko­chać?

A czy to jest wina tej osoby?

Czy do mi­ło­ści można się zmu­sić?

Czy Ty je­steś w sta­nie po­ko­chać ko­goś na siłę?

Ten ktoś jest tylko czło­wie­kiem.

Ta­kim sa­mym jak my.

Nie ma su­per­mocy, a już na pewno nie jest w sta­nie wgrać so­bie pro­gramu mi­ło­ści do Cie­bie.

To jest poza mocą tej osoby.

Więc jej wy­bacz.

Spójrz na nią z wy­ro­zu­mia­ło­ścią, ja­kiej ocze­ki­wał­byś od ko­goś, kogo mi­łość Ty kie­dyś od­rzu­ci­łeś. Bo ta­kie osoby też są.

Czy je­steś w sta­nie wy­ba­czyć so­bie?

Je­śli tak, bę­dziesz w sta­nie wy­ba­czyć ko­muś, tylko spójrz na niego z in­nej per­spek­tywy. Nie z per­spek­tywy ofiary, ale z per­spek­tywy osoby w jego po­ło­że­niu.

 

* Cho­dzi o to, że po­peł­ni­łeś błąd, który kosz­to­wał Cię tak wiele i zmie­nił Twoje ży­cie?

A gdy­byś nie po­peł­nił tego „błędu”, to skąd wiesz, jak to ży­cie by wy­glą­dało?

Masz pewne wy­obra­że­nie, ale nie wiesz, co by­łoby po dro­dze. Nie masz pew­no­ści.

Nie wiesz i wtedy też nie wie­dzia­łeś, co bę­dzie.

Pod­ją­łeś de­cy­zję na ba­zie in­for­ma­cji, które w tam­tym mo­men­cie mia­łeś.

Pod­ją­łeś de­cy­zję na pod­sta­wie swo­jej wie­dzy i na ba­zie uczuć, które Tobą wtedy kie­ro­wały.

Nie mo­głeś zro­bić ina­czej, bo by­łeś wtedy taki, jaki by­łeś, i by­łeś wtedy tam, gdzie by­łeś.

Nie zmie­nisz tego.

Ale mo­żesz so­bie wy­ba­czyć.

Bo obec­nie je­steś TU I TERAZ i mo­żesz to zro­bić.

Po­dejdź do sie­bie z wy­ro­zu­mia­ło­ścią.

Słowa „gdy­bym ja wtedy wie­dział…” są bez sensu.

Bez sensu, bo NIE WIEDZIAŁEŚ!!!

Więc wy­bacz so­bie i już się nie dręcz.

 

* Cho­dzi o to, że ktoś zrzu­cił na Cie­bie całą od­po­wie­dzial­ność?

Za­cznijmy od tego, że nie zrzu­cił.

To Ty wzią­łeś od­po­wie­dzial­ność, a tamta osoba jej nie wzięła.

Jest róż­nica.

Od­po­wie­dzial­ność nie do końca da się ZRZUCIĆ.

Albo się ma od­po­wie­dzial­ność, albo się jej nie ma.

Albo się ją weź­mie na sie­bie, albo nie.

Więc nie mo­żesz być zły na ko­goś dla­tego, że Ty je­steś osobą od­po­wie­dzialną.

To była Twoja de­cy­zja.

Prze­cież mo­głeś zro­bić to samo – nie po­dej­mo­wać od­po­wie­dzial­no­ści. Ktoś inny by się tym za­jął.

Czyli co, tak zwy­czaj­nie wy­ba­czyć i niech wszystko uj­dzie na su­cho?

Spójrz na tę osobę jak na ko­goś bez umie­jęt­no­ści, bez do­świad­cze­nia i bez moż­li­wo­ści od­czu­wa­nia świata tak jak Ty.

To bę­dzie u tej osoby wy­cho­dziło na róż­nych płasz­czy­znach jej ży­cia i to ona z cza­sem po­nie­sie kon­se­kwen­cje.

I albo się na­uczy, albo nie.

To jej ży­cie i ona jest, jaka jest.

Ty jej nie zmie­nisz.

Ty mo­żesz zde­cy­do­wać tylko o so­bie.

O tym, czy chcesz być w jej oto­cze­niu, czy nie.

Je­śli tak, to mu­sisz za­ak­cep­to­wać ją taką, jaka jest, a ona z cza­sem doj­rzeje lub nie. I nie ocze­kuj zbyt wiele, bo się roz­cza­ru­jesz i znów bę­dziesz cier­pieć. A choć­byś tu­pał i krzy­czał, nie ma pstryczka WŁĄCZ i WYŁĄCZ obok ce­chy ODPOWIEDZIALNOŚĆ.

Więc wy­bacz temu ko­muś, że jest sobą. I wy­bacz so­bie, że je­steś sobą.

Je­ste­śmy, jacy je­ste­śmy, wciąż się uczymy, nie cof­niemy czasu ani nie zmie­nimy lu­dzi.

 

* Cho­dzi o to, że ktoś wy­rzą­dził Ci krzywdę?

Tak ogromną krzywdę, że nie da się jej wy­ba­czyć.

I co da­lej?

Swoim bra­kiem wy­ba­cze­nia, zło­ścią, nie­na­wi­ścią uka­rzesz tę osobę?

Czy mają dla niej zna­cze­nie Twoje co­dzienne cier­pie­nie i fru­stra­cje, które przy­nosi Ci każdy ko­lejny dzień, gdy tylko po­czu­jesz sub­telny sy­gnał z prze­szło­ści?

Nie.

Ona tego nie wie.

Ona ma to w no­sie.

Tylko Ty cier­pisz z nie­na­wi­ści.

Więc po­móż so­bie i wy­bacz temu ko­muś dla wła­snego do­bra.

Ale jak to zro­bić? Nie­moż­liwe?

Moż­liwe. To jest na­prawdę moż­liwe, tylko bar­dzo trudne i nie uda się tego zro­bić za pierw­szym ra­zem.

Po­trzebne są czas i tre­ning.

Po­pa­trz na tego ko­goś nie z punktu wi­dze­nia osoby skrzyw­dzo­nej, ale z punktu wi­dze­nia obiek­tyw­nego ob­ser­wa­tora. Wy­zbądź się na mo­ment wszel­kich uczuć.

Wi­dzisz?

Wi­dzisz go jako dziecko?

Dziecko, któ­remu nie prze­ka­zano pod­sta­wo­wych war­to­ści.

Wi­dzisz to dziecko – za­gu­bione, sa­motne, smutne?

Dziecko, które aby za­ist­nieć, musi zro­bić coś bar­dzo wy­jąt­ko­wego.

Dziecko, któ­rego osią­gnięć nie do­strze­żono.

Pełne kom­plek­sów i bez po­czu­cia wła­snej war­to­ści.

Dziecko, które w de­spe­ra­cji, aby być do­strze­żo­nym, nie robi już rze­czy wy­jąt­ko­wych, ale rze­czy szo­ku­jące.

I na­gle wszy­scy o nim mó­wią.

Nie­ważne jak, ale mó­wią.

W końcu jest wi­dzialne.

Po­pa­trz na swo­ich opraw­ców jak na lu­dzi z de­fi­cy­tami szczę­ścia.

I po­czuj, że to nie jest do końca ich wina.

Oczy­wi­ście to oni skrzyw­dzili in­nych, to oni po­niosą kon­se­kwen­cje swo­ich czy­nów. To oni pew­nego dnia będą mu­sieli so­bie wy­ba­czyć i to oni będą mu­sieli wy­ba­czyć tym, wśród któ­rych do­ra­stali. To ich brze­mię. Nie po­zwól, aby spa­dło na Cie­bie.

Nie mu­sisz czuć li­to­ści, nie mu­sisz ich ko­chać – mo­żesz je­dy­nie za­ak­cep­to­wać to, co Cię spo­tkało, zo­ba­czyć, czego Cię to na­uczyło, i wy­ba­czyć.

Nie mó­wię, że masz nie ana­li­zo­wać. Aby coś zo­ba­czyć, mu­sisz do­ko­nać pew­nej oceny. Po to mamy umysł ana­li­tyczny. Ocena jed­nak nie ozna­cza wy­ra­że­nia sądu, tylko ma być formą zro­zu­mie­nia. Nie ule­gaj emo­cjom. Masz nie po­gar­dzać ani nie da­rzyć nie­na­wi­ścią. Masz zo­ba­czyć, zro­zu­mieć i wy­ba­czyć.

I do­piero wtedy mo­żesz to wspo­mnie­nie za­mknąć na klucz – kiedy bę­dzie ono po­zba­wione złych emo­cji.

 

* Cho­dzi o to, że ode­brano Ci to, co było naj­cen­niej­sze? To, dla czego warto było żyć. To, co nada­wało sens Two­jemu ist­nie­niu. To, co było Twoje. To, co było czę­ścią Cie­bie i czego czę­ścią by­łeś Ty.

Za­sta­nów się w spo­koju. Po­pa­trz na to z dy­stansu.

Czy to, co To­bie ode­brano, kie­dy­kol­wiek, choć w jed­nej se­kun­dzie, było Twoje? Kto dał Ci prawo do są­dze­nia, że masz ja­kie­kol­wiek przy­wi­leje wo­bec tego cze­goś? To coś ist­niało dla sie­bie sa­mego, tak jak i Ty. Ow­szem, na­sze ist­nie­nie, tak jak ist­nie­nie in­nych lu­dzi i tak jak ist­nie­nie wszyst­kiego, co ist­nieje, jest po to, by inni mo­gli się po­przez nie re­ali­zo­wać. Jest to nam dane, aby­śmy w ob­li­czu tego, przy tym i po­przez to mo­gli się wy­ra­żać, ale to nie zna­czy, że au­to­ma­tycz­nie sta­li­śmy się wła­ści­cie­lami cze­go­kol­wiek. Nic nie na­leży do nas. Nie mo­gli­śmy więc tego stra­cić. Nie mo­żemy się już po­przez to wy­ra­zić, lecz to nie zna­czy, że my prze­sta­li­śmy ist­nieć. Ozna­cza to tylko tyle, że przy­szedł dla nas czas, aby na­uczyć się wy­ra­zić praw­dzi­wego sie­bie po­przez wszystko inne, co na­dal jest lub co do­piero się w na­szym ży­ciu po­jawi. Tam­ten etap się skoń­czył, bo przy­szła na to pora. I ko­rzy­sta­jąc z wdzięcz­no­ści, na­le­ża­łoby po­dzię­ko­wać, że dzięki temu, czego już nie mamy, mie­li­śmy szansę stać się tym, kim je­ste­śmy, bo tylko w ten spo­sób bę­dziemy mo­gli iść da­lej. Tylko dzięki temu je­ste­śmy tu, gdzie je­ste­śmy, i ro­zu­miemy to, co ro­zu­miemy. I te­raz, z tą wie­dzą, z tym do­świad­cze­niem, tacy, jacy je­ste­śmy, dajmy coś ota­cza­ją­cemu nas światu i in­nym. Bo z ja­kie­goś po­wodu – tacy i z ta­kim ba­la­stem – je­ste­śmy temu światu po­trzebni.

Więc wy­bacz temu, co znik­nęło z Two­jego ży­cia, bo znik­nęło, abyś Ty mógł być tym, kim te­raz je­steś.

Wy­bacz temu, kto Ci to ode­brał, bo on jest czę­ścią tej ukła­danki i tego pro­cesu.

I wy­bacz so­bie, że chcia­łeś mieć coś dla sie­bie na za­wsze, tym sa­mym sta­wia­jąc sie­bie i swoje pra­gnie­nia po­nad wszystko inne, czemu dane ist­nie­nie i jego droga miały słu­żyć.

 

A kiedy już przej­rzysz swoje półki, swoje wnę­trze, swój ocean wspo­mnień (jak­kol­wiek to na­zwiesz), i po­otwie­rasz wszyst­kie po­za­my­kane szka­tułki, oczy­ścisz je i po­za­my­kasz na nowo, za­cznij pra­co­wać nad tym, co Cię ota­cza. Pra­cuj, aby do Two­jego ar­chi­wum wspo­mnień tra­fiały tylko czy­ste wspo­mnie­nia. Te cu­downe, te we­sołe i te, które po­zwa­lają nam się roz­wi­jać – i do­bre, i złe, ale czy­ste. Wolne od nie­na­wi­ści i zło­ści. Wspo­mnie­nia, za które bę­dziesz wdzięczny.

Nie na­pi­szę nic wię­cej, bo po­trze­bu­je­cie dużo czasu, aby to prze­my­śleć.

To naj­trud­niej­szy do prze­łknię­cia skład­nik elik­siru.

To taki szczu­rzy ogon.

Ale jest on nie­zbędny i chyba naj­waż­niej­szy.

Je­śli go nie po­zy­ska­cie i nie prze­łknie­cie, nie da­cie rady pra­co­wać w le­sie te­raź­niej­szo­ści.

 

Pa­mię­taj: prze­szło­ści już nie ma.

Są tylko jej echa, które od­bi­jają się w Two­jej te­raź­niej­szo­ści.

To od Cie­bie za­leży, co bę­dziesz sły­szał.