CZĘŚĆ II

Roz­dział czwarty

  

Elik­sir szczę­ścia – do­świad­cza­nie

 

 

Ży­jesz?

To żyj!

Pełną pier­sią.

Bierz, co ży­cie przy­nosi.

Idź ścieżką, którą ob­ra­łeś w swym le­sie te­raź­niej­szo­ści.

Po­ty­kaj się o ka­mie­nie i na­ucz się przez nie prze­ska­ki­wać.

Wpa­daj w ka­łuże i po­czuj swe mo­kre stopy.

Na­stęp­nym ra­zem wło­żysz ka­lo­sze.

Pa­trz w niebo, po­dzi­wiaj ptaki i wą­chaj kwiaty.

Wi­dzisz huś­tawkę na drze­wie?

To na niej usiądź i bu­jaj się, bu­jaj wy­soko.

Po to ona jest.

 

Na­wdy­chaj się pia­chu, gdy bę­dzie su­sza.

Na­stęp­nym ra­zem osło­nisz twarz.

Ze­drzyj ko­lana, prze­cho­dząc przez skałę.

Bli­zny kie­dyś przy­po­mną Ci, jak twarda skała jest.

Zmok­nij na desz­czu do szpiku ko­ści.

I mar­z­nij, gdy bę­dzie mróz.

 

Gdy stwier­dzisz, że do­świad­cza­nie tych wszyst­kich do­znań jest dla Cie­bie zbyt trudne i już nie da­jesz rady, na naj­bliż­szym skrzy­żo­wa­niu zmień drogę.

Po to jest skrzy­żo­wa­nie – aby do­ko­nać wy­boru.

Ła­twiej­sza ścieżka.

Zu­peł­nie bez wy­siłku po­ko­nasz ko­lejne ki­lo­me­try.

Masz w końcu wprawę.

Do­świad­cza­nie masz już we krwi i w każ­dym mię­śniu swego ciała.

A tu nic.

Zero wra­żeń.

Tak pro­sta i pu­sta ta droga.

Tak długa.

Wręcz nie­koń­cząca się nuda.

No, chcia­łeś zmian!

Więc idź da­lej i pa­trz. Pa­trz wkoło uważ­nie.

W tej nu­dzie naj­mniej­sza mrówka sprawi Ci ra­dość.

 

I znów skrzy­żo­wa­nie. Znów moż­li­wo­ści.

Tym ra­zem wy­bierz krętą drogę pełną nie­spo­dzia­nek.

I w prawo, i w lewo, za­kręty i sru­uuuu.

W ka­nale.

Po nos w szla­mie.

I co te­raz zro­bisz?

Od­wrotu nie ma, więc idź do przodu.

Po­woli, aby się nie po­śli­zgnąć.

Twoim za­da­niem jest utrzy­mać się na po­wierzchni i iść z prą­dem.

Ni­gdy pod prąd.

Nie ro­bić fal!!!

I cze­kać na ko­niec tu­nelu.

Na końcu tu­nelu za­wsze jest świa­tełko.

Tylko spo­koj­nie.

Tylko do przodu.

Tylko się nie za­trzy­muj.

Nie ro­bić fal!!!

Na wde­chu.

Wy­trzy­masz…

I jest.

Da­leko tak.

Masz jesz­cze siły. Dasz radę.

I już.

 

I te­raz chcesz desz­czu, aby Cię zmył.

A po­tem wia­tru, aby osu­szył.

I tej ka­łuży, aby się schło­dzić.

I ka­mie­nia, by usiąść po cięż­kiej po­dróży.

A po­tem wspiąć się na skałę, by zo­ba­czyć, co jesz­cze przed Tobą.

 

Jest skrzy­żo­wa­nie.

Co wy­brać – już wiesz.

 

 

Każdy ma swoją ścieżkę.

Swój las te­raź­niej­szo­ści.

To, co w nim spo­ty­kamy, za­wsze jest kon­se­kwen­cją na­szych de­cy­zji.

Nie można jed­nak ni­czego ża­ło­wać.

Nie można ni­czego po­mi­nąć.

Przed ni­czym uciec.

Nie można prze­cze­kać.

Trzeba iść do przodu i do­świad­czać wszyst­kiego.

I złego, i do­brego.

 

Do­świad­czony czło­wiek do­ceni do­bro, które go spo­tyka.

Do­świad­czony czło­wiek do­ceni zło, które go spo­tyka.

Do­świad­czony czło­wiek do­strzeże do­bro we wszyst­kim złym, co go spo­tyka.

Do­świad­czony czło­wiek wy­ba­czy złu, które go spo­tyka.

Do­świad­czony czło­wiek nie pój­dzie na ła­twi­znę.

Do­świad­czony czło­wiek po­dej­mie wy­zwa­nia i bę­dzie się cie­szył szczę­śli­wym, cie­ka­wym ży­ciem.

Do­świad­czony czło­wiek nie bę­dzie po­dej­mo­wał nie­po­trzeb­nego ry­zyka.

Do­świad­czony czło­wiek po bli­znach po­zna, kto jaką drogę prze­szedł.

Do­świad­czony czło­wiek z na­dzieją pa­trzy w przy­szłość.

 

Je­śli masz już w so­bie wdzięcz­ność, pra­cu­jesz nad wy­ba­cza­niem i z em­pa­tią pod­cho­dzisz do in­nych, to te­raz do­świad­czaj.

Do­świad­czaj wszyst­kiego, co Cię spo­tyka, do­da­jąc po­woli wszyst­kie trzy po­przed­nie skład­niki elik­siru.

I za­cznij je mie­szać.

De­li­kat­nie.

Tak aby się stały jed­nym…

Mnie wciąż jesz­cze od czasu do czasu zda­rza się syp­nąć za mało do­świad­cze­nia i nie­ru­cho­mieję ze stra­chu.

Cały elik­sir za­czyna się roz­war­stwiać. Kle­pię się jed­nak swoją wła­sną nie­wi­dzialną ręką po ple­cach, wo­ła­jąc: „Do przodu! Do na­stęp­nego skrzy­żo­wa­nia!”. A po­tem zbie­ram się i mie­szam, mie­szam da­lej.

Cza­sem sypnę za dużo do­świad­cze­nia i przy­krywa mi ono ja­sność wi­dze­nia. Na oczy na­cho­dzą mi traumy. Na chwilę gu­bię z pola od­czu­wa­nia całą em­pa­tię, wdzięcz­ność i wy­ba­cze­nie. I po­ja­wia się złość. Wo­łam więc swym nie­mym we­wnętrz­nym gło­sem: „Nie rób fal! Spo­koj­nie, z nur­tem, do przodu!”. Mu­szę wtedy cier­pli­wie od­cze­kać, aż do­świad­cze­nie de­li­kat­nie wtopi się w po­zo­stałe skład­niki. Po­tem mogę za­cząć znów mie­szać.

Po­dobno ćwi­cze­nie czyni mi­strza, więc nie ustaję w pró­bach stwo­rze­nia per­fek­cyj­nego elik­siru.

To, co two­rzę, i tak działa. A jesz­cze je­den skład­nik przed nami.

 

Więc je­śli Twoje ży­cie to cią­głe wzloty i upadki, to się ciesz i czerp z tego.

Do­świad­czaj ra­do­ści i smut­ków. Bo kon­tra­sty po­zwa­lają nam na wy­cią­gnię­cie z ży­cia tego, co naj­lep­sze.

Je­śli sie­dzisz w gów­nie po szyję, to mu­sisz być silny i cier­pliwy. Po nocy za­wsze jest słońce, a w tu­nelu za­wsze jest świa­tełko. Może go jesz­cze nie wi­dzisz, ale ono tam jest. Dla­tego nie mo­żesz się za­trzy­mać, tylko mu­sisz iść do przodu.

A je­śli w Twoim ży­ciu nie dzieje się kom­plet­nie nic i od­czu­wasz ma­razm, to zrób coś! Zmień coś! To od Cie­bie za­leży, gdzie je­steś i gdzie bę­dziesz! Tylko nie jęcz!