CZĘŚĆ III

Roz­dział pierw­szy

  

Dziecko w kar­to­no­wym pu­de­łeczku

 

 

Przy­cho­dzi na świat istotka. Długo ocze­ki­wana. Jest!

Na­sza i tylko na­sza.

 

Mu­simy się nią opie­ko­wać.

To na­sze dziecko.

To na­sza po­win­ność.

Jest na­szym skar­bem, który ko­chamy nad ży­cie i mu­simy chro­nić przed świa­tem ze­wnętrz­nym.

Tylko ja­kie mu zna­leźć schro­nie­nie?

 

Mamy do wy­boru: sejf, ga­blotę na ścia­nie, złotą klatkę i kar­to­nowe pu­de­łeczko.

 

Dziecko w sej­fie

Sejf jest bez­pieczny. Su­per­bez­pieczny.

Nikt nie wie, że jest w nim Twoje dziecko.

Nikt go nie za­uważy.

Nikt go nie za­bie­rze.

Dziecko też samo się nie wy­mknie, je­śli stra­cisz je z oczu.

Tylko Ty wiesz, gdzie jest sejf, tylko Ty masz do niego klucz i tylko Ty de­cy­du­jesz, kiedy dziecko może wyjść.

Mo­żesz otwie­rać sejf, aby po­być z dziec­kiem, kiedy tylko ze­chcesz.

A co wtedy, kiedy dziecko ze­chce być z Tobą?

Na­wet go nie usły­szysz ani nie za­uwa­żysz jego ma­cha­nia.

Ale to nie jest tak ważne, bo Ty je chro­nisz i naj­istot­niej­sze jest jego bez­pie­czeń­stwo.

I dasz mu wszystko, co naj­lep­sze, aby w tym sej­fie było mu cu­dow­nie i wy­god­nie.

Kie­dyś może je wy­pu­ścisz.

Gdy zde­cy­du­jesz, że to do­bry czas, na próbę otwo­rzysz wielki sejf.

Dziecko, spło­szone i nie­za­radne, prze­stra­szone świa­tem ze­wnętrz­nym, bę­dzie stało osłu­piałe na środku swej no­wej prze­strzeni ży­cio­wej.

A Ty, zszo­ko­wana jego bez­bron­no­ścią i bier­no­ścią, dla jego bez­pie­czeń­stwa po­now­nie wsa­dzisz je do sejfu, bo prze­cież jesz­cze nie do­ro­sło.

Na po­cie­sze­nie do­star­czysz mu parę no­wych wy­god­nych ele­men­tów wy­stroju wnę­trza sejfu i coś do za­bawy.

I po­wiesz: „Je­steś mój, za­wsze mo­żesz na mnie li­czyć, będę cię za­wsze ochra­niać”.

 

Dziecko w ga­blo­cie na ścia­nie

Hm… cóż za świetny po­mysł.

Ga­blota jest rów­nie bez­pieczna jak sejf.

Tylko Ty masz klucz i tylko Ty de­cy­du­jesz, kiedy dziecko może wyjść.

Nie wy­mknie się nie­spo­dzie­wa­nie.

Kiedy dziecko po­ma­cha, mo­że­cie po­uśmie­chać się do sie­bie przez szybkę.

Ale pa­mię­taj, że nie usły­szysz jego wo­ła­nia, gdy bę­dziesz za­jęta swo­imi spra­wami.

Dziecko może ob­ser­wo­wać świat ze­wnętrzny, ale nie bę­dzie sły­szeć od­gło­sów, nie zro­zu­mie zbyt wiele i nikt mu nie wy­tłu­ma­czy. „Jest, jak jest” – po­my­śli.

Ob­razy, które będą do niego do­cie­rać, to tylko wy­ci­nek z Two­jego ży­cia.

Na­wet je­śli ob­raz bę­dzie nie­miły dla oka, dziecko nie ma in­nego kie­runku, w któ­rym mo­głoby spoj­rzeć.

Dla jego lep­szego sa­mo­po­czu­cia za­wsze mo­żesz zro­bić ja­kieś przed­sta­wie­nie – jak mim na sce­nie.

Kiedy przyjdą go­ście, będą oglą­dać ten Twój skarb i uśmie­chać się miło.

Ty za­dbasz, aby w tym dniu szybka była wy­jąt­kowo czy­sta, a dziecko – nie­umo­ru­sane.

Kiedy zde­cy­du­jesz, że przy­szedł czas na otwar­cie ga­bloty, dziecko wyj­dzie na znany mu te­ren.

Miły lub nie, ale je­dyny, który miało oka­zję po­znać do tej pory. Do głowy mu nie przyj­dzie, że są jesz­cze inne prze­strze­nie, gdzie mo­głoby funk­cjo­no­wać.

Usły­szy pierw­sze roz­mowy. Bę­dzie słu­chało, co się do niego mówi, ale nic z tego nie zro­zu­mie.

Za­cznie więc od­twa­rzać zna­jomy mu ob­raz ży­cia.

Nie bę­dzie też mó­wić zbyt wiele.

Gdy bę­dzie po­trze­bo­wało po­mocy, na­dal bę­dzie ma­chało dłońmi.

Ty, za­jęta in­nymi spra­wami, mo­żesz tego nie za­uwa­żyć, a ono z pew­no­ścią nie za­woła.

Kiedy po­ja­wią się lu­dzie z ze­wną­trz, ono bę­dzie się za­wsze ład­nie uśmie­chać.

A Ty po­wiesz: „Jest ta­kie jak ja”.

 

Dziecko w zło­tej klatce

Złota klatka dla dziecka to ma­rze­nie.

Piękna, prze­strzenna, wy­godna.

Tak pięk­nie błysz­czy w słońcu.

Ma tyle do­dat­ków. Krysz­ta­łowe ko­ra­liki, bursz­ty­nowe za­wia­ski i dia­men­tową kłódkę.

Ty masz do niej klucz. Srebrny – a jakże?

Dziecko jest bez­pieczne. Nikt go nie za­bie­rze.

Wszy­scy wie­dzą, jak wiel­kie ma dla Cie­bie zna­cze­nie.

Tyle pie­nię­dzy po­szło na tę piękną klatkę.

Wciąż jesz­cze masz plany. Wy­ście­lisz ją weł­nia­nym dy­wa­nem, żeby dziecku było cie­plutko.

Dziecko prze­gląda się w tych krysz­tał­kach całe dnie i woła.

Woła gło­śno, kiedy Cię po­trze­buje. Gło­śno i czę­sto.

Ty, z uśmie­chem na twa­rzy, opo­wiesz mu o tym, jak piękne jest i cenne.

Nie zo­sta­wisz dziecka sa­mego.

Ni­gdy, prze­nigdy.

Bę­dzie za­wsze i wszę­dzie z Tobą.

Weź­miesz klatkę i bę­dziesz pa­ra­do­wać z nią przez ży­cie.

Niech dziecko po­znaje no­wych lu­dzi i nowe miej­sca, a wszy­scy niech wi­dzą Twój skarb.

I każdy, kto Was mija, jest za­chwy­cony… klatką.

Pew­nego dnia weź­miesz do ręki srebrny klu­czyk.

Bę­dziesz pewna, że je­steś w bez­piecz­nym miej­scu. Na wszelki wy­pa­dek za­ło­żysz dziecku długi, złoty łań­cu­szek, po któ­rym trafi do klatki w mo­men­cie za­gro­że­nia.

Szczę­śliwe dziecko na­resz­cie po­czuje, że żyje.

Długo cze­kało na ten mo­ment.

Bę­dzie la­tało to tu, to tam, czer­piąc z ży­cia przy­jem­ność, po czym wra­cało od czasu do czasu do Cie­bie, bo gdzie by mu było le­piej?

Gdy bę­dzie już dość da­leko, a bę­dzie mu źle, za­cznie po­cią­gać łań­cusz­kiem, chcąc przy­cią­gnąć swoją bez­pieczną i wy­godną klatkę, a Ty z chi­cho­tem do­rzu­cisz do środka parę ga­dże­tów. Dziecko bę­dzie za­chwy­cone nie­spo­dzie­waną prze­syłką.

Z cza­sem jed­nak za­cznie pod­sy­łać Ci klatkę i cią­gnąć łań­cusz­kiem jak po do­stawę.

Prze­tniesz więc łań­cu­szek w zło­ści. Niech idzie w świat!

Bez klatki bę­dzie mu trudno.

Bez klatki jest nie­wiele warte.

Nikt się nim nie za­chwyca i nie jest już ono w cen­trum uwagi.

A tyle pra­co­wa­łaś na to, żeby było wy­jąt­kowe.

Nie bę­dziesz mo­gła na to pa­trzeć, więc po­now­nie dasz mu łań­cu­szek.

Pew­nie przyj­dzie taki czas, gdy dziecko za­cznie się sta­rać, aby mieć wła­sną klatkę, jesz­cze lep­szą niż ta od Cie­bie.

Za­cznie z nią spa­ce­ro­wać, a po­tem włoży do niej swoje dzieci.

A Ty po­wiesz: „Je­stem z cie­bie taka dumna”.

Tylko co bę­dzie, je­śli mu się nie uda?

 

Dziecko w kar­to­no­wym pu­de­łeczku

Bar­dzo dziwne.

Kar­to­nowe pu­de­łeczko nie jest su­per­ładne ani su­per­wy­godne.

Ale jest bez­pieczne.

Tak, jest bez­pieczne.

Mo­żesz za­mknąć w środku dziecko, które nie wie, że w każ­dej chwili może z niego wyjść.

Na po­czątku nikt nie wie, że w pu­dełku jest dziecko, za­tem nikt Ci go nie za­bie­rze.

Kar­ton jest nie­po­zorny, więc dziecko jest su­per­bez­pieczne.

Dziecko nie zo­ba­czy zbyt wiele. Bę­dzie miało wą­ski ob­raz ze­wnętrz­nego świata, który uda mu się za­ob­ser­wo­wać przez otwory po bo­kach pu­dełka, ale wszystko usły­szy. I bę­dzie mo­gło do Cie­bie mó­wić.

Od­głosy z ze­wną­trz po­bu­dzą jego cie­ka­wość.

Bę­dzie py­tać. Dużo, dużo, dużo py­tać.

A Ty mu od­po­wiesz. Opo­wiesz, co wi­dzisz. Wy­tłu­ma­czysz naj­le­piej, jak umiesz, skąd od­głos po­cho­dzi. Gdy ob­raz bę­dzie miły dla oka, skie­ru­jesz otwór w tym kie­runku, a gdy zbyt trudny, od­wró­cisz pu­dełko i za­śpie­wasz dziecku pio­senkę.

Gdy za­pad­nie ci­sza, mo­żesz za­py­tać, czy wszystko w po­rządku.

Dziecko za­wsze może po­pro­sić o po­moc.

Spę­dzi­cie wiele dni i nocy na roz­mo­wach.

Weź­miesz farby, które będą pod ręką. Wy­bie­rzesz naj­lep­szy z do­stęp­nych Ci ko­lo­rów i po­ma­lu­jesz kar­ton od ze­wną­trz.

Te­raz za­czniesz z nim cho­dzić pod pa­chą.

Nie­po­zorne pu­de­łeczko nie wzbu­dzi za­in­te­re­so­wa­nia, do­póki nie wy­do­bę­dzie się z niego głos.

Prze­chod­nie z za­in­te­re­so­wa­niem za­czną zer­kać na ko­lo­rowy przed­miot.

I za­py­tają, co jest w środku.

Od­po­wiesz: „Mój skarb”.

Za­pew­niam, że nikt nie skupi się na pu­dełku, a każdy bę­dzie chciał po­znać skarb.

Mów o nim jak naj­wię­cej, bo skarb słu­cha.

Opo­wiedz wszystko, co wiesz o nim naj­lep­szego.

Dziecko bę­dzie ci­chutko sie­działo w środku z uśmie­chem od ucha do ucha.

Z cza­sem znu­dzi mu się sie­dze­nie, a Ty uznasz, że nie jest jesz­cze go­towe do wyj­ścia, bo świat taki straszny, a ono nie­wiele wie.

Dziecko ze­chce się wy­mknąć. Jest już prze­cież duże, więc po­pchnie po­krywę pu­dełka, która ni­gdy nie była za­mknięta na klucz. Nie­spo­dzie­wane świa­tło je oślepi i dziecko za­woła: „Mamo, przy­kryj mnie szybko!”.

Prze­stra­szysz się i na­stęp­nym ra­zem bę­dziesz moc­niej ści­skać pu­dełko.

Dziecko nie po­prze­sta­nie na jed­nej pró­bie. Złe do­świad­cze­nie na­uczy je ostroż­no­ści.

Od tej pory w kar­to­nie, na jego róż­nych ścian­kach, za­czną się po­ja­wiać ma­leń­kie dziurki. Po kry­jomu i bez Two­jej wie­dzy dziecko za­cznie do­świad­czać świata ze wszyst­kimi jego ob­ra­zami. I tymi mi­łymi, i tymi mniej mi­łymi. Wą­skie stróżki świa­tła nie będą go ośle­piać, a ono za­cznie się stop­niowo przy­zwy­cza­jać do tego, jak jest na ze­wną­trz.

Bę­dzie mu co­raz cia­śniej, a dziu­rek bę­dzie co­raz wię­cej, aż pew­nego dnia kar­ton się roz­leci. Za­pewne wcze­śniej, niż sama pla­no­wa­łaś go otwo­rzyć. Dziecko wy­pad­nie. Ty w pa­nice bę­dziesz chciała zle­pić resztki schro­nie­nia, ale usły­szysz: „Mamo, ja sam, ja już wszystko wiem…”.

Po­zwo­lisz mu odejść.

Za­trzy­masz resztki pu­de­łeczka na pa­miątkę.

Pew­nego dnia dziecko Cię od­wie­dzi. Już przy pierw­szych od­wie­dzi­nach bę­dzie miało ze sobą pu­dełko. Małe, szare, skle­jone ta­śmą.

– Tylko na ta­kie było mnie w tej chwili stać. Sam je zro­bi­łem. Jest tro­chę inne, ale przy­po­mina mi czas spę­dzony z Tobą.

Wtedy wyj­mij swoje stare pu­de­łeczko, w któ­rym dziecko do­ra­stało, i mu je po­każ.

– Ja­kie ładne. Nie wie­dzia­łem, że było tę­czowe. Z tej per­spek­tywy wy­gląda zu­peł­nie ina­czej. Za­wsze my­śla­łem, że było szare. Te­raz wiem, ile serca wło­ży­łaś, aby po­ko­lo­ro­wać moje dzie­ciń­stwo. Po­sta­ram się zro­bić coś z moim kar­to­ni­kiem. Tylko gdzie znajdę farby? – za­pyta.

– Dasz radę! – po­wiesz do niego.

 

Chrońmy na­sze dzieci, ale nie ogra­ni­czajmy ich bez­względ­nie. Dajmy im to, co nie­zbędne, lecz nie da­wajmy zbyt wiele, bo znisz­czymy ich wolę walki. Po­zwólmy im pró­bo­wać zro­bić coś o wła­snych si­łach, je­śli ze­chcą. Do­ce­niajmy i chwalmy je bez względu na to, jak so­bie ra­dzą. W ob­li­czu po­rażki po­dajmy im dłoń, ale nie wy­rę­czajmy ich zbyt­nio. Dzieci nie są na po­kaz. To my po­każmy im, że poza drogą, którą ob­ra­li­śmy, są jesz­cze inne moż­li­wo­ści. Po­zwólmy im na po­dej­mo­wa­nie de­cy­zji. Po­bu­dzajmy ich wy­obraź­nię i cie­ka­wość świata.

Na piękne, ko­lo­rowe, bez­pieczne, nie­ogra­ni­cza­jące pu­de­łeczko stać każ­dego!!!

 

Szkoda, że do­piero te­raz to wiem.