Część I

Roz­dział szó­sty

 

Chcę, ale nie mu­szę

 

 

Wczo­raj mia­łam dzień le­nia.

O! Jak mi się nie chciało.

A tyle mu­sia­łam zro­bić.

I kiedy tak na siłę ro­bi­łam to, co mu­sia­łam, i ję­cza­łam, i stę­ka­łam, jed­no­cze­śnie przy­szło mi do głowy: prze­cież ja wcale nie mu­szę.

Prze­cież nie mu­szę się dzi­siaj ubie­rać.

Nie mu­szę sprzą­tać.

Nie mu­szę za­wo­zić syna do szkoły ani go­to­wać obiadu.

Nie mu­szę wy­pro­wa­dzać psa na spa­cer ani je­chać do urzędu, żeby za­ła­twić pewne sprawy.

Świat nie eks­plo­duje.

Mogę zwy­czaj­nie się po­ło­żyć i le­żeć.

Mogę oglą­dać te­le­wi­zję.

Mogę zro­bić, co tylko ze­chcę…

 

Pi­sa­łam już o tym, co ro­zu­miem po­przez „by­cie szczę­śli­wym”, w swoim tek­ście o wdzięcz­no­ści (znaj­dziesz go w dru­giej czę­ści książki).

Za­czyna się on tak:

Szczę­ście, szczę­ście.

Czym ono jest?

To uczu­cie, które jest w nas.

To po­czu­cie speł­nie­nia, ra­do­ści, mi­ło­ści, spo­koju, sa­tys­fak­cji…”.

I pod­czas tych wczo­raj­szych po­ran­nych roz­my­ślań do­szłam do wnio­sku, że za­po­mnia­łam jesz­cze o czymś bar­dzo waż­nym.

O po­czu­ciu wol­no­ści.

Oczy­wi­ście po­czu­cie wol­no­ści jest sil­nie zwią­zane z po­czu­ciem sa­tys­fak­cji.

Bo trudno być znie­wo­lo­nym i usa­tys­fak­cjo­no­wa­nym jed­no­cze­śnie.

Hm… może można?

Nie mó­wimy jed­nak o sek­su­al­nych pre­fe­ren­cjach, cho­ciaż one wpi­sują się w na­sze po­czu­cie szczę­ścia.

Strasz­nie od­bie­głam od te­matu.

Wróć!

 

Chcia­łam na­pi­sać o po­czu­ciu wol­no­ści w kon­tek­ście swo­bod­nego i uczci­wego wy­ra­ża­nia sie­bie – tego, kim się jest, i tego, czego się chce.

  1. Pierw­szy krok do szczę­ścia to okre­śle­nie, czym szczę­ście jest – to już mamy za sobą.
  2. Drugi krok do szczę­ścia to okre­śle­nie sie­bie i po­czu­cia szczę­ścia w od­nie­sie­niu do na­szego „ja” – każdy musi to zro­bić in­dy­wi­du­al­nie, pa­trząc uczci­wie w głąb sie­bie. To ta na­sza sroka, o któ­rej pi­sa­łam w po­przed­nim roz­dziale.
  3. Trzeci krok to ciężka praca nad do­strze­ga­niem szczę­ścia wo­kół nas (Puz­zle szczę­ścia, Elik­sir szczę­ścia) i praca nad uze­wnętrz­nia­niem tego swo­jego „ja”, czyli po­łą­cze­nie punktu pierw­szego z dru­gim.

I na tym trze­cim eta­pie nie ma szans na suk­ces bez po­czu­cia wol­no­ści.

 

Ni­czego nie mu­szę, ale wszystko mogę”.

Je­śli to poj­miesz, wszystko sta­nie się osią­galne.

Na­gle otwo­rzą się przed Tobą wszyst­kie drogi, a Ty do­ko­nasz swo­ich wy­bo­rów.

To, czy te wy­bory będą wła­ściwe, za­leży od tego, jak do­brze znasz sie­bie, czyli od punktu dru­giego.

Jed­nak wszystko jest moż­liwe.

Na­dal nie wiesz, o co mi cho­dzi?

 

Ni­czego NIE MUSZĘ, ale wszystko MOGĘ.

* Nie mu­szę miesz­kać w tym miej­scu. Mogę tu zo­stać lub mogę wy­je­chać.

* Nie mu­szę być z tym czło­wie­kiem. Mogę z nim być lub mogę odejść.

* Nie mu­szę iść do pracy. Mogę jej szu­kać lub mogę jej nie szu­kać.

* Nie mu­szę jeść. Mogę przy­jąć po­si­łek lub go nie przy­jąć.

* Nie mu­szę żyć na da­nym po­zio­mie fi­nan­so­wym. Mogę spła­cać kre­dyt i pra­co­wać, by za­ro­bić pie­nią­dze na jego spłatę, lub mogę usiąść na scho­dach ko­ścioła jako że­brak.

 

– Bez sensu – po­wie­cie. – Co to za wy­bory?

Ale to są wy­bory!

To, co dzieje się w na­szym ży­ciu, jest kon­se­kwen­cją wy­bo­rów, które po­dej­mu­jemy każ­dego dnia.

W każ­dej go­dzi­nie i w każ­dym mo­men­cie.

Wszystko, co ro­bimy, ro­bimy dla­tego, że tego chcemy.

– Ale prze­cież mu­simy jeść. Je­śli nie bę­dziemy jeść, to umrzemy.

Tak, zga­dza się. Je­śli nie bę­dziemy jeść, to umrzemy. Czyli nie mu­simy umie­rać z głodu, ale mo­żemy.

Ko­lejny wy­bór.

Chcemy żyć, więc jemy. Wcale nie mu­simy, prawda?

– Mu­simy iść do pracy, żeby za­pew­nić byt na­szej ro­dzi­nie.

Wcale nie mu­simy, tylko mo­żemy.

Jest na tym świe­cie wiele jed­no­stek, które nie dbają o byt swo­ich bli­skich. Ty dbasz?

A dbasz, bo mu­sisz czy chcesz?

O od­po­wie­dzial­no­ści prze­czy­tasz w dru­giej czę­ści tej książki. Pi­sząc tekst, do­szłam do wnio­sku, że od­po­wie­dzial­nym się jest albo nie.

Je­śli już za­glą­damy w głąb sie­bie i znaj­du­jemy tam osobę od­po­wie­dzialną, to wiemy, że ona chce dbać o byt swo­jej ro­dziny. Czyli do­ko­nuje wy­bo­rów zgod­nych z wła­snym wnę­trzem.

Gdyby tej od­po­wie­dzial­no­ści nie pod­jęła, nie by­łaby szczę­śliwa. Pro­ste.

– Cza­sem nie mamy wy­boru – po­wie­cie. – Nie mo­żemy nic zro­bić, tylko cze­kać.

Nie ma cze­goś ta­kiego jak „nie­do­ko­ny­wa­nie wy­boru”.

Za­wsze po­dej­mu­jemy de­cy­zję.

Za­wsze do­ko­nu­jemy wy­boru.

Na­wet wy­co­fu­jąc się i cze­ka­jąc na roz­wój sy­tu­acji, już pod­ją­łeś de­cy­zję, żeby nie po­dej­mo­wać de­cy­zji. To też był wy­bór. I znów Ty po­nie­siesz kon­se­kwen­cje tego wy­boru, żeby nie wy­bie­rać.

Czyli tak na­prawdę nie mamy pro­blemu mocy lub nie­mocy.

Wszystko mo­żemy.

Py­ta­nie, czego chcemy.

I tu jest sedno sprawy.

Bar­dzo czę­sto chcemy rze­czy, które nie są zgodne z na­szym „ja” lub prze­czą so­bie.

Dla­tego zwe­ry­fi­kuj swoje pra­gnie­nia. Sprawdź, czy są one zgodne z Twoim we­wnętrz­nym „ja”, czy może są tylko imi­ta­cją Two­ich pra­gnień stwo­rzoną przez świat ze­wnętrzny.

Ustal prio­ry­tety i do­ko­naj wła­ści­wych wy­bo­rów. Je­dyne, czego NIE MOŻNA, to być ani w dwóch miej­scach, ani w dwóch sy­tu­acjach jed­no­cze­śnie.

Je­dyne, co MUSIMY, to do­ko­nać wy­boru.

To dwa wy­jątki, a cała reszta za­leży od nas. Trzeba wy­brać je­den kie­ru­nek.

Je­steś wol­nym czło­wie­kiem.

Na­wet je­śli świat ze­wnętrzny wy­daje się Cie­bie znie­wa­lać, udaje mu się to tylko dla­tego, że do­ko­na­łeś wy­boru, aby być jego nie­wol­ni­kiem.

 

A po­nie­waż stoję w ła­zience ze skar­petą w dłoni, do­ko­na­łam wy­bo­rów:

– Chcę tę skar­petę wło­żyć na stopę, bo nie chcę cały dzień le­żeć w łóżku.

– Chcę wyjść z sy­pialni.

– Nie chcę dziś sprzą­tać. Czy brudna pod­łoga wpły­nie na mnie lub moje dziecko? Nie. Dziecko bę­dzie miało brudne skar­pety. Czy chcę szo­ro­wać skar­pety ręcz­nie, za­nim wrzucę je do pralki? Tak, chcę szo­ro­wać ręcz­nie, bo te­raz nie chcę myć pod­łogi. Do­ko­na­łam wy­boru i je­stem go­towa na kon­se­kwen­cje.

– Nie chcę go­to­wać obiadu. Zjemy dzi­siaj ja­jecz­nicę na obiad i co???

– Czy chcę za­wieźć syna do szkoły? Chcę, aby był w szkole i się uczył. Tak, w su­mie to chcę go za­wieźć do szkoły, bo prze­cież nie da się zro­bić tak, aby był w szkole, je­śli się go tam nie prze­trans­por­tuje. To czego bar­dziej chcę? Prio­ry­tet! Nie da się być w dwóch sy­tu­acjach jed­no­cze­śnie. MUSZĘ do­ko­nać wy­boru. Za­wiozę go do szkoły.

– Czy chcę iść z psem i do urzędu? Nie, nie chcę. Pie­sek zrobi siu­siu przed do­mem.

– Czy chcę pi­sać nowy tekst? Czy mu­szę? Nie chce mi się. Nie mam weny. Gdy­bym miała, toby mi się chciało. Może stracę czy­tel­ni­ków. Znów prio­ry­tet! Za­trzy­mać czy­tel­ni­ków, pi­sząc, bo mu­szę? Czy pi­sać praw­dzi­wie, bo chcę? Do­ko­na­łam wy­boru. Zro­bi­łam to, co chcia­łam. Tam w głębi sie­bie.

 

I po pod­ję­ciu tych de­cy­zji po­czu­łam, że de­cy­duję o wszyst­kim, co jest wo­kół mnie. Nie je­stem znie­wo­lona MUSIENIEM. Ni­czego nie mu­szę. Mogę wszystko. Naj­waż­niej­sze jest okre­śle­nie, czego chcę.

A je­śli każda chwila składa się na całe moje ży­cie, to moje ży­cie za­leży ode mnie – cał­ko­wi­cie.

Uży­wa­jąc słowa „mu­szę”, od­daję swoją wol­ność i wła­dzę nad swoją rze­czy­wi­sto­ścią, na­wet nie wiem komu albo czemu.

Wzro­sło we mnie po­czu­cie wol­no­ści do ta­kiego po­ziomu, że dzi­siaj tak mi się chciało, że aż strach. 🙂

 

Już czuję, jak bu­zuje Ci mózg. Może było zbyt kon­tro­wer­syj­nie? Może. Ale przy­najm­niej praw­dzi­wie!