CZĘŚĆ IV

Roz­dział siódmy

 

Bombki made in PRL

 

 

Po­lu­bić znie­na­wi­dzone

Cho­mi­kiem nie je­stem.

Wszyst­kie zbędne rze­czy wy­wa­lam bez więk­szych sen­ty­men­tów, „bo to tylko przed­mioty”. Jed­nak je­śli coś prze­le­żało u ko­goś w schowku przez dwa­dzie­ścia pięć lat, a wcze­śniej słu­żyło mu wier­nie przez lat pięt­na­ście, a w końcu tra­fia do mnie, to… no nie mogę. Chyba trzeba coś z tym zro­bić. Tro­chę serca w to wło­żyć. Dać drugą szansę na by­cie gwiazdą se­zonu. I tak się wła­śnie stało ze sta­rymi bomb­kami mo­jej mamy. Kto pa­mięta ta­kie mo­dele?

picture1 picture2

 

 

 

 

 

 

Tych szkla­nych szka­radztw tra­fiło do mnie około pięć­dzie­się­ciu sztuk.

W kuchni po­wstała pra­wie pro­fe­sjo­nalna la­kier­nia, gdzie bombki zmie­niały barwy…

Na­stęp­nego dnia…w ate­lier szczę­ścia PRL-owskie przy­błędy do­stały nowe ży­cie.

Vo­ilà!!!

picture3

Przy oka­zji re­ani­mo­wa­li­śmy jedną stłu­czoną bar­dzo ważną bombkę. I dum­nie zdo­biła ona okno w tym roku. 

 

 Czas na re­flek­sję:

 

Te ukryte w piw­ni­cach.

Po­zor­nie szka­radne.

Przy­po­mi­na­jące czasy dzie­ciń­stwa.

Wy­grzeb je z sa­mego dna.

Użyj wszyst­kiego, co masz w za­sięgu ręki, aby całą ich brzy­dotę prze­kształ­cić w piękno pełne sen­ty­mentu.

 RATUJ BOMBKI!!!