CZĘŚĆ III

Roz­dział trzeci 

 

Nie ma rze­czy, chwil i słów bez zna­cze­nia

 

 

 

 Wszystko ma zna­cze­nie.

Wszystko wy­nika z cze­goś.

Wszystko do cze­goś pro­wa­dzi.

Drobne ele­menty skła­dają się na ca­łość, tak jak drobne szczę­śliwe chwile wpły­wają na ca­ło­kształt na­szego szczę­śli­wego ży­cia, o czym pi­sa­łam w tek­ście Puz­zle szczę­ścia.

Wczo­raj­szy dzień był po­twier­dze­niem, że mam ra­cję, uzna­jąc każdy – po­zor­nie nie­istotny – ele­ment za część cze­goś wiel­kiego.

 

Wczo­raj wie­czo­rem jak zwy­kle prze­glą­da­łam zna­jome mi blogi, a także dzie­li­łam się swo­imi prze­my­śle­niami w kilku wąt­kach. Po­zorna wie­lo­wąt­ko­wość te­ma­tów zło­żyła się w coś, co na­zwa­ła­bym lek­cją dnia. Chce­cie to zo­ba­czyć?

 

Wą­tek pierw­szy

Pau­lina w swoim po­ście Pa­sja ry­so­wa­nia pi­sała o tym, jak mimo kry­tyki się nie pod­dała i nie po­rzu­ciła tego, co lubi naj­bar­dziej – ry­so­wa­nia. Z jej po­sta ja­sno wy­nika, że ocze­kuje od sie­bie wię­cej, że wie­rzy w to, iż może osią­gnąć wię­cej, wy­trwale ćwi­cząc. Kry­tyka, za­miast zła­mać Pau­linę, wręcz zmo­ty­wo­wała ją do pracy nad sobą. Ce­lem Pau­liny jest ry­so­wa­nie samo w so­bie, na­wet je­śli efekty nie do końca za­do­wolą in­nych.

Wą­tek drugi

Idąc za po­stem Pauli, prze­nio­słam się do jed­nego ze swo­ich star­szych tek­stów, do­ty­czą­cego ry­sunku. Ry­su­nek – nie dla psa kieł­basa (znaj­dzie­cie go w dal­szej czę­ści książki) po­ka­zuje mnie jako osobę, która wła­śnie z po­wodu kry­tyki po­rzu­ciła coś, co bar­dzo lu­biła. Wy­star­czyła jedna kry­tyczna kro­pelka, a ja cał­ko­wi­cie stra­ci­łam wiarę w sie­bie i swoje moż­li­wo­ści. W prze­ci­wień­stwie do Pau­liny, za­miast pod wpły­wem kry­tyki wal­czyć o ulep­sze­nie sie­bie, po­rzu­ci­łam ka­wa­łek mnie.

Wą­tek trzeci

W tym sa­mym dniu, jesz­cze za­nim tra­fi­łam do Pau­liny, Agnieszka, pro­wa­dząca bloga dla sa­mot­nych mam, na­pi­sała piękny post o tym, jak po­win­ni­śmy wspie­rać na­sze dzieci. Tekst pod ty­tu­łem Słowa, które na­leży mó­wić dziecku po­ru­sza wła­śnie pro­blem wpływu ro­dzi­ców na sa­mo­ocenę dziecka. Nie­trudno się do­my­ślić, że sa­mo­ocena ta bę­dzie się od­bi­jała echem w do­ro­słym ży­ciu każ­dego ma­łego czło­wieczka.

 

Trzy wątki z jed­nego dnia na­dal nie skła­dały mi się w ca­łość. Ot czy­ta­łam i ko­men­to­wa­łam, po­pi­ja­jąc go­rącą kawę w chłodną so­botę.

Wą­tek czwarty

Dzień wcze­śniej sama na­pi­sa­łam tekst po­zor­nie nie­łą­czący się z po­wyż­szymi wąt­kami. Tekst Po co czy­tać cu­dze blogi za­koń­czy­łam pod­su­mo­wa­niem, we­dług któ­rego:

– po­bu­dzają nas one do od­nie­sie­nia się do my­śli au­tora,

– za­chę­cają do okre­śle­nia wła­snego zda­nia na po­ru­szany te­mat,

– mo­ty­wują do zwe­ry­fi­ko­wa­nia wła­snego zda­nia w ob­li­czu róż­nic w po­strze­ga­niu sprawy,

– in­spi­rują do głęb­szej ana­lizy te­matu lub jego po­chod­nych,

– po­bu­dzają wy­obraź­nię,

– in­spi­rują.

Wą­tek piąty 

Pią­tym wąt­kiem, teo­re­tycz­nie nie­ma­ją­cym związku z tym, co na­pi­sa­łam wy­żej, był ko­men­tarz Kasi z www.kasia-gosposia.blogspot.com, na­pi­sany w for­mie kry­tyki nie tyle tre­ści mo­jego po­sta, ile jego formy i po­praw­no­ści.

Zga­dzam się cał­ko­wi­cie z tre­ścią. Nie ukry­wam jed­nak, że bar­dzo ciężko czy­tało się Twój tekst :(. Po­peł­ni­łaś zbyt dużo li­te­ró­wek, bra­kuje w wielu wy­ra­zach pol­skich zna­ków, zła in­ter­punk­cja… Może je­stem zbyt pe­dan­tyczna, ale uwa­żam, że pu­bli­ku­jąc coś po­win­ni­śmy mak­sy­mal­nie się do tego przy­ło­żyć”.

Jak wi­dzimy, poza pię­cioma sło­wami na po­czątku Ka­sia sku­piła się głów­nie na mo­jej „ułom­no­ści”.

I w tym mo­men­cie po­ja­wiła się druga Ka­sia z www.dwietwarzematki.pl ze swoim prze­ciw­wa­żą­cym wpi­sem:

Jest tyle blo­gów na «świe­cie» ze każdy znaj­dzie ten swój ulu­biony, ten z któ­rym się utoż­sa­miany i brak kropki, brak pol­skiej czcionki bę­dzie nie­zau­wa­żalny. Li­czy się treść i prze­kaz Oczy­wi­ście trzeba się do­sko­na­lić ale je­śli to za­biera nam ener­gię to może jed­nak sku­pić się na prze­ka­zie”.

 

Wnio­ski

I na­gle dzi­siaj rano, po prze­czy­ta­niu tego wszyst­kiego raz jesz­cze, wy­sko­czy­łam ze swo­jego ciała i umy­słu. Odłą­czy­łam się od ja­kich­kol­wiek emo­cji i uj­rza­łam więk­szy ob­raz. Zo­ba­czy­łam kilka per­spek­tyw, które przed­sta­wiały mi się przez cały dzień w paru wąt­kach. Te kilka per­spek­tyw zło­żyło się w ca­łość. Po­zwo­liły mi one do­strzec war­tość, prze­kaz i nie­od­łącz­ność każ­dego z wąt­ków. Po­ka­zały, że wszyst­kie te osoby, które wy­mie­ni­łam, mogą od sie­bie wza­jem­nie czer­pać. Każda coś daje i każda może coś zy­skać.

Kry­ty­ku­jąca Ka­sia” z może się na­uczyć, że cza­sem zbyt in­ten­sywna kry­tyka może do­pro­wa­dzić do tego, że osoba oce­niana, z pod­cię­tymi skrzy­dłami, po­rzuci coś, co robi z głębi serca, jak ja w tek­ście Ry­su­nek – nie dla psa kieł­basa. A wszystko za­leży od tego, jak de­li­katny jest od­biorca owej kry­tyki, co wy­nika z jego wy­cho­wa­nia i ży­cio­wych do­świad­czeń.

Nie po­rzuci swo­ich dzia­łań osoba, która od dziecka bę­dzie uczona, jak wie­rzyć w sie­bie, o czym pi­sała Agnieszka, a czego do­wo­dem jest Pau­lina.

Cią­gle chwa­lone dziecko nie bę­dzie jed­nak przy­go­to­wane na kry­tykę, a także nie bę­dzie miało mo­ty­wa­cji do roz­woju. Cza­sem trzeba nas przy­ci­snąć do ściany, tak jak zro­biła to “kry­ty­ku­jąca Ka­sia” w moim przy­padku. Bez niej pew­nie da­lej nie kon­tro­lo­wa­ła­bym swo­jej pi­sowni i nie pró­bo­wa­ła­bym być lep­sza w tym, co ro­bię. Bo i po co, skoro ni­komu to nie prze­szka­dza?

Rów­no­waga jest jed­nak po­trzebna we wszyst­kim, co za­uwa­żyła z pew­no­ścią “Ka­sia wy­ro­zu­miała” , pi­sząc, że nie­ważne jak, ważne co – i łą­czy się to z po­glą­dem Pauli. Nie można prze­cież za­bro­nić ją­kale mó­wić, co my­śli, tylko dla­tego, że trudno się go słu­cha. Można prze­stać go słu­chać, ale może ją­kała jed­nak po­wie coś mą­drego. 🙂

I na ko­niec: po co czy­tać cu­dze tek­sty? Po to, aby czer­pać z nich gar­ściami. Aby się od sie­bie uczyć i aby na­uczyć się ob­ser­wo­wać jedną rzecz z wielu per­spek­tyw.

 

Za­równo kon­struk­tywna kry­tyka, jak i po­chwała po­winny być wy­wa­żone. Po­winny mo­ty­wo­wać, a nie osła­biać. Od dziecka mu­simy się uczyć, jak otrzy­my­wać i da­wać wer­balne na­grody i klapsy. Zbyt dużo sło­dy­czy i zbyt dużo go­ry­czy zrobi z nas osoby słabe. Za­miast po­móc, za­szko­dzi. Dla­tego dzię­kuję każ­dej z Was za przy­po­mnie­nie mi o tym i za in­spi­ra­cję do dzi­siej­szego tek­stu.

Po to wła­śnie czyta się cu­dze blogi.

 

Dla­czego umie­ści­łam ten tekst w czę­ści za­ty­tu­ło­wa­nej Dziecko?

Bo nie ma rze­czy, chwil i słów bez zna­cze­nia.

I o zna­cze­niu wszyst­kiego, co nas ota­cza, uczmy na­sze dzieci. Niech wy­cią­gają wnio­ski na­wet z naj­bar­dziej bo­le­snych mo­men­tów i uczą się do­strze­gać w nich po­ten­cjał. A my bądźmy dla nich wzo­rem.